Liber memorabilium
sive
Historiae Parochiae
ab 1848
Lecturis salutem a Domino!
Ad montes Carpathicos situs est pagus Zakopane cognominatus,
cujus incolae a primis temporibus partim ad Parochiam
Czarnydunajec, partim ad Ecclesiam Szaflariensem, quea erat
filialis Neoforiensis pertinebant; post aliquod tempus pars ad
Czarnydunajec pertinens incorporata est Parochiae exstructae in
Chochołów, pars vero altera incorporata est Parochiae
exstructae in Poronin; Semper tamen ob magnam distantiam
necessitas Ecclesiae propriae conspiciebatur, hinc factum quod
certus incola Paulus Gąsięnica coepit propositum ut in Rola
Osiedle ad minimum capella erigatur in qua Missae Sacrificum
totus quotus celebrari et instructio religiosa populi heberi
possit, in quem finem agrum cum domo quem possidebat testamento
in perpetuum reliquit.
Cum per publicam emtionem horum bonorum Magnificum Donus
[Dominus] Emanuel Homolacz in possesionem devenerit, omnem pro
erigenda Parochia operam navavit; attamen eo mature mortuo, ejus
consors Magnifica Dona [Domina] Clementina Homolacz de
Sławiński heredissa bonorum facta, cum secundi voti marito
Eduardo Homolacz per erectionem dotationis de 10-a Augusti 1837.
tandem in efectum deduxerunt, sed propter varias circumstantias
nisi anno 1842 Sacratissimae Majestati substraverunt. Sua
Sacratissa [Sacratissima] Majestas per additamentum ad congruam
in hoc consenserit confirmavitque de 12 Augusti + Nro 24218 +
Cancella aulicae Decret. 27-ae m-M (:Can.aul. D.27 A.1845' Nro
24218:)[46]
In sequellam horum incolae Zakopane et Kościelisko cum
Dominio Zakopane Ecclesiam extruxerunt et Patrona hujus Beneficii
ac Ecclesiae Mag. Dona Clementina Homolacz necessaria apperementa
procuravit.
Primus Parochus Josephus Stolarczyk 1816 natus 1842 ordinatus 29
Novembris 1847 institutus ac 6-a Januarii 1848 installatus est.
Parochiae curam gerit.
Ecclesia haec lignea, cujus pars anterior 1847-o exstructa et uno
altari ac quatuor vexilis ornata. Aedilis (Cieśla:) erat senex
homo Sobestianus[47] Gąsięnicaalias Sobczyk vocatus. Posterior autem
pars cum turri anno 1850 incepta tandem 1851 finita erat, hanc
partem iterum perfecit Jacobus Topór sumus potator [wł. potor]
et Joannes Topór.
Hanc Ecclesiam visitavit 1848 Ilustr. Eppus [Episcopus] Tarn.
Jos. Wojtarowicz, commoravit hic tribus diebus, visitavit
fabricem ferri et vallem Kalatówki nominatam.
Domum Plebanalem Extruxerunt Parochiani (excepta Olcza) cum
Patrono insimul. Aedilis (Cieśla:) Joannes Cipka cum 7 allis
etiam propter crematum mortuus.
Anno 1849 latrones noctu invaserunt domum Annae viduae post
Jacobum Garalewski in Burdel et non tantum pecuniam et quidquid
erat abripuerunt sed et hanc Annam et ejus secundi voti maritum
horrende tractarunt [?], post mensem capti ad Visnic abdusti sub
ob defectum plenae convictionis ab instantia post 2 annos
dimmisi.
[koniec tekstu łacińskiego]
[Czytelnikowi pozdrowienie w Panu!
Pod górami karpackimi położona jest wieś zwana Zakopane,
której mieszkańcy należeli od najdawniejszych czasów
częścią do parafii Czarny Dunajec, częścią do Kościoła
Szaflarskiego, który był filią nowotarskiego; po niejakim
czasie część należąca do Czarnego Dunajca została wcielona
do Parafii założonej w Chochołowie, część wszakże druga
została wcielona do parafii założonej w Poroninie[48],
zawsze jednak z powodu wielkiej odległości odczuwano
konieczność własnego Kościoła, dlatego tak się stało, że
pewien mieszkaniec, Paweł Gąsienica powziął postanowienie,
aby na Roli Osiedle[49] wystawić przynajmniej kaplicę, w której możnaby
od czasu do czasu odprawiać Ofiarę Mszy św. i udzielać ludowi
nauk religijnych, w którym to celu pole z domem które posiadał
testamentem na zawsze przeznaczył[50].
Gdy przez licytację tych dóbr wszedł w ich posiadanie
Wielmożny Pan Emanuel Homolacz[51], cały swój wysiłek skierował ku utworzeniu
parafii; wszelako zmarł on wcześnie, jego spadkobierczyni[52],
Wielmożna Pani Klementyna Homolacz ze Sławińskich stawszy się
dziedziczką[53] tych dóbr, ze swym drugim mężem Edwardem
Homolaczem przez dotację erekcyjną z 10 sierpnia 1837
doprowadzili [to] wreszcie do realizacji, lecz wskutek różnych
okoliczności dopiero w roku 1842 przedłożyli Najjaśniejszemu
Majestatowi[54] [do zatwierdzenia]. Jego Najjaśniejszy Majestat
przez dodatek do kongruy[55] wyraził na to zgodę i zatwierdził 12 sierpnia
1845 + Nr 24218 + Dekret Kancelarii Dworskiej z 27 tego mies.
(:Dekr.Kan.Dwor. 27 Sierp. 845' nr 24218:).
W następstwie tego mieszkańcy Zakopanego i Kościeliska razem z
Dominium Zakopane wybudowali Kościół[56], a Patronka tego Beneficjum i Kościoła Wielm.
Pani Klementyna Homolacz sprawiła konieczne przybory.
Pierwszy Proboszcz Józef Stolarczyk, 1816 urodzony, 1842
wyświęcony, 29 Listopada 1847 został instytuowany i 6 Stycznia
1848 instalowany. Prowadzi zarząd parafii.
Kościół ten [jest] drewniany, którego część starsza[57] w
1847 została wybudowana i ozdobiona jednym ołtarzem[58] z
czterema chorągwiami. Budowniczym (cieślą)[59] był
starszy człowiek nazywany Sobestian Gąsienica czyli Sobczyk.
Późniejsza[60] zaś część z wieżą, rozpoczęta w 1850,
skończona wreszcie została w 1851, tę znowu część wykonał
Jakub Topór, ostatni pijak, i Jan Topór[61].
Kościół ten wizytował w 1848 Najprzewielebn. Biskup
Tarn.[owski] Józ. Wojtarowicz, zabawił tu trzy dni, zwiedził
fabrykę żelaza[62] i dolinę[63] zwaną Kalatówki.
Plebanię wybudowali Parafianie (z wyjątkiem Olczy)[64] wraz
z Patronem. Budowniczy (cieśla) Jan Cipka, z 7 innymi wkrótce
zmarł w skutek spalenia[65].
W roku 1848 zbóje nocą napadli dom Anny wdowy po Jakubie
Garalewskim w Burdelu[66] i nie tylko zrabowali pieniądze i cokolwiek
było, lecz i ową Annę i jej drugiego męża w okrutny sposób
potraktowali [?], schwytani po miesiącu zostali odstawieni do
Wiśnicza[67], lecz z powodu braku dowodów winy od
odpowiedzialności po 2 latach zostali zwolnieni.]
[Dalej tekst po polsku].
Organistówka razem ze szkołą za staraniem Plebana usilnem
roku 1851 wystawiona[68], ale gdy zima zapadła ukończona tego roku nie
była. Budowali ją Andreas Czarniak, Michał Gąsięnica za
stotrzydzieści Reńskich w.w., które Gromada Zakopane i
Kościelisko oprócz Olczy złożyła.
Roku 1854 w miesiącu styczniu zabita karczmarka w dolinie
Kościeliskowej w tamtejszej karczmie znaleziona była. Nazywała
się Marianna Hramiec stanu wolnego lat około 50 mająca, zabito
ją okropnie bo kijanią głowę i piersi podruzgotano i to zdaje
się już czem innem nieznacznem. Przyczyn dlaczego to zrobiono
nie wiedzieć, gdyż żadnego majątku przy sobie nie miała i ze
wszystkimi w zgodzie żyła.
Tego samego roku 1854, 2-o Czerwca przejeżdżając z Widnia
najdost. Arcyksiążę Karol Rudolf brat młodszy Najjaś.
Monarchy Franciszka Józefa[69] przybył po południu do Kościelisk, gdzieśmy Go
u bramy triumfalnej przyjmowali; zwiedziwszy dolinę tę,
przyjechał do Hamer[70] na noc, deszcz rozpoczął lać ulewnie, dlatego
oświetlenia ustały. Na drugi dzień wypogodziło się, jednak
nie pojechali do Morskiego Oka, tylko zwiedzili źródło na
Kalatówkach[71]. Wieczór był oświetlony Orzeł Austryjackiego
Państwa przeszło 900 lampami wprost pomieszkania Arcyksięcia w
lesie. Sztuczne ognie dosyć dobrze się udały i ognie
bengalskie. Na trzeci dzień przypadało święto Zielonych
Świąt niedziela, zatem o dziesiątej godzinie rano przybył do
tutejszego kościoła na Nabożeństwo, które odprawiłem ile
można było solennie w asystencji trzech księży na to
zaproszonych umyślnie. Po nabożeństwie zaproszony zostałem na
obiad. Przed obiadem mało, po obiedzie ale dosyć długo
rozmawiał Arcyksiążę ze mną, wypytywał się o Parafialne
rzeczy. Wreszcie odjechał tego samego dnia do Nowego Targu. Byli
z nim Jego Exell. Hrabia Gołuchowski[72] Gubernator Galicji [i] Szambellan Major Hornstein.
Przyjęcie znowu to zgotował i podejmował W.P. Homolacz Edward
dziedzic tutejszego Państwa[73]. Przez cały czas banda grała wojskowa
sprowadzona z Krakowa.
Ile uważałem to Najdostojniejszy Arcyksiążę fizjognomii
podobnej zupełnie do Jaśniejącego i najmożniejszego teraz
domu Habsburg familii, wzrostu wysokiego i ładnego, charakteru
łagodnego i wszystkim życzliwego i coś dobrego obiecującego.
Wszędzie uważny a w kościele przykładny i nabożny. Zostawił
miłą po sobie pamięć. Nich mu Bóg wszechmogący pomaga i
błogosławi. Pisałem 22 czerwca 1854 roku w oktawę Bożego
Ciała.
Noty. Ecclesia haec lignea fuit ipsa die installationis 6-o
Januari 1848-o ab Admod. Rdo [Reverendissimo] Thoma Bryniarski
Decano Neoforensi Parocho Czarnodunajeciensi benedicta. Tempore
visitationis canonicae 1848 confirmavit in ea Eppus Jozeph
Wojtarowicz.
[Kościół ten drewniany był w sam dzień instalacji 6-go
Stycznia 1848 przez Jego Przewielebność Tomasza Bryniarskiego
Dziekana Nowotarskiego Proboszcza Czarnodunajeckiego
poświęcony. W czasie 1848 wizytację kanoniczną odprawił w
nim Biskup Józef Wojtarowicz][74].
Od roku 1849 w Zakopanem i Kościelisku coraz to gorsze
następowały urodzaje, dla częstych deszczów letnich, aż
nareszcie 1854 roku od Skibówki do Kościelisk zupełnie
wszystkie zasiewy w trawy wyrosły, tak że po większej części
owsy koszono na siano, stąd nastąpił niedostatek wielki,
ludzie jedynie z zarobku dziennego żyć musieli, pomimo tego lud
był zdrowy jak w żadnym innym roku.
Roku 1854-o umarła w Zakopanem naprzeciw kościoła mieszkająca
kobieta nazwiskiem Teresia po mężu Karpielka[75] zaś
urodzona Gąsięnicka inaczej Kaspruśka, była to niewiasta
kochająca i bojąca się Boga, mająteczek swój gdy swoich
dzieci nie miała zapisała po swej siostrze córce wraz mężem
tejże córki z tem warunkiem ażeby 100 R.W.W. na pogrzeb 100
R.W.W. na organy 200 R.W.W. na kielich 50 R.W.W. na mszał a 50
R.W.W. na wypominek jej duszy oddał. Jest to pierwszy przykład
chrześcijańskich legatów w Zakopanem[76].
Ponieważ małe organki jakie na początku kupione były
zupełnie się popsuły, że już na nich grać nie można było,
aby więc chwała boża nie ustawała i serca ludzi wiernych
więcej się do Boga podnosiły i zagrzewały, pomimo wyż
opisanego nieurodzaju i stąd niedostatku i biedy, na napomnienie
swojego Plebana postanowili Parafianie tutejsi złożyć się i
sprawić nowe organy. Aby pokazać że i w biedzie i braku Bogu w
Trójcy jedynemu na jego cześć i chwałę co mogą to
poświęcają, w tem przekonaniu, że co dla Boga zrobią nic bez
zapłaty nie pójdzie, ale im odda Wszechmogący w czasie i w
sposób upodobania bożego swego. Dla wiecznej pamiątki
tutejszej Parafii, by potomcy i dobry przykład brali i za
duszami swych Ojców i Praojców się modlili zapisuję w tej
księdze pamiątek Imiona i nazwiska tych wszystkich, którzy
jaki taki dar na ten cel w ręce Pasterza swego dobrowolnie
złożyli. Pierwszym z wszystkich był:
| R.w. X.w.[77] | |||
| Wojciech Walczak inaczej Wójciak z żoną swą Agneszką |
91. | ||
| Marianna Sustkowa tegoż po żonie matka |
20. | ||
| Jan Gąsięnica z żoną swą Marianną | 20. | ||
| Terezyja Kaspruśka po mężu Karpielka testamentam legowała |
100. | ||
| Taż sama Terezyja Kaspruśka za żywota dała |
5. | ||
| Szymon Gąsięnica inaczej Kaspruś z żoną swoją Katarzyną |
5. | ||
| Jan Trzebunia z żoną swoją Terezyją | 5. | ||
| Bartłomiej Gąsięnica z żoną swoją Agneszką |
3. | ||
| Maciej Sostak[78] z żoną swoją Zofią |
5. | ||
| Jędrzej Mrowca z żoną Agneszką | 2. 30. | ||
| Stanisław Gąsięnica | 2. 30. | ||
| Katarzyna Gąsięnicka po mężu Huciska [?] |
1. | ||
| Anna Leskowska | 2. 30. | ||
| Jan Gąsięnica z żoną swoją Reginą | 1. 40. | ||
| Karol Mohiła z żoną Marianną | 1. 40. | ||
| Anna Tyrałka wdowa | 25. | ||
| Z dobrowolnych składek przyniósł Maciej Gąsięnica uzbieranych |
30. | ||
| Regina wdowa po Jakubie Walczaku | 5. | ||
| Michał Tomlan z żoną swoją Marianną | 5. | ||
| Wojciech Samek | 1. 40. | ||
| Jan Samek | 1. 40. | ||
| Joseph Słodycka[79] | 1. | ||
| Wojciech Grajcar | 2. 30. | ||
| Michał Cubernat[80] | 2. | ||
| Ignac Hoły z żoną Rozalią | 2. | ||
| Na wójta ręce Jakuba Bachledy | 154. | ||
| W hamrach uskładano | 56. | ||
| Z innych składek zebrano | 14. | ||
| Kościelisko dało | 28. |
Na końcu przy ogólnym obrachunku pokazało się że jeszcze
każdy numer mogący płacić ma złożyć tak w Zakopanem jak w
Kościelisku 2 R.46 X.W.W., a jak to złożone będzie wtedy po
odtrąceniu wszystkich kosztów i potrzebnych wydatków na
podróże i furmanów zapłaci się summa 800 r. WW i orgamistrz
zaspokojony będzie - organy będą własnością zakopiańskiego
kościoła. Zatem organy kosztują u orgamistrza Sapalskiego[81] w Krakowie
800 R.Ww. Wydatki około krzątania się np. sprowadzenie -
zamawianie - przeistoczenie kościoła z tej okazyi podjęte
około 100 R.Ww. Utrzymanie znowu Organmajstra z czeladnikami
podczas postawienia organ kosztowało Plebana przeszło 20 R.Ww.,
którą to kwotę daruje.
Ołtarze przyboczne Matki Boskiej i śtego Stanisława[82] wystawili
M.B. Wojciech Walczak inaczej Wójciak a śtego Stanisława
Jan Michna i Michał Samek.
Dnia 28-o Lutego 1856-o zasypał pięciu górników śnieg[83]. Ci
nieszczęśliwi powracali z bani Ornak w Dolinie Kościeliskiej i
idąc zapewne żlebem trafili na moment, kiedy właśnie uwiózł
się śnieg z szczytów Dziewiątej i Ornackich[84]. Z
nich po trzech dniach dwuch znaleziono, trzech znowu......[85].
Między nimi był Ojciec z dwoma małoletnimi synami - oprócz
tego zostawił w domu sześcioro dzieci prawie niemowląt -
prawdziwych sierot - nazywał się Wojciech Gąsięnica - Drugi
Jan Gąsięnica zostawił dwa małoletnie dziewczęta. Ci 4 byli
od Kasprusia[86] - Piąty był Józef Pawełko syn Hutmana z Morawy
rodem liczył lat 16 -.
Dla częstych zdarzających się w Dolinie Kościeliskiej
nieszczęśliwych wypadków, rozeszło się i prawie wkorzeniło
między ludem mniemanie, że w tej dolinie jakiś zły duch
przemieszkuje - że tam osiadł od tego czasu kiedy w niej przed
wieki były kopalnie na srebro i kuźnice. Że wtedy bardzo dużo
złego w tym miejscu i przez tyle wieków w których srebro
wyrabiali - o czym wyrobiska podziemne oczywistym są dowodem -
popełniono i złego ducha sprowadzono, który dotychczas
przebywa i jest przyczyną częstych po sobie następujących w
owej zresztą od stwórcy cudnie uformowanej dolinie
nieszczęśliwych wypadków - o jakich w innych stronach Tatrów
prawie nigdy nie słychać - Do tego przyczyniają się różne
krążące od starszych przodków odebrane powieści, które są
bardzo stosowne i zdolne wyż wspomniane mniemanie potężyć -
Może się kiedy Następcy mojemu to napomnienie, które tu jako
krążącą istniejącą między ludem opinię kładę na co w
swoim czasie przyda -.
Od roku 1849 inclusive [włącznie] aż do roku 1858-o Pan Bóg z
nieprzewidzianych wyroków swoich najprędzej na przestrogę dla
grześników spuścił na Zakopiańską Parafię nieurodzaj -
wszystko dla zimnych lat nie dorastało chociaż zeszło - to
się nie wysypało - tutejsi ludzie nazywają - skradzie na
przykład jednego z tych lat w Kościelisku wszyscy razem nie
namłócili 10 korcy owca - Jednak z opatrzności boskiej nikt z
głodu nie umarł.
Rok 1859 był dosyć dobry - wczesna wiosna i w zbierki nie było
jak bywało halnych wiatrów.
Żył w Zakopanem i to w Olczy pewien gospodarz Wojciech Mrowca
inaczej Gał. Ten niedobre życie prowadził. Ciągłe na niego
były skargi, że kradnie, pije i cudzołoży. Do spowiedzi śtej
chodzić przestał. Otóż gdy się przed towarzyszami wysławia,
że się poprawić nie myśli i chce swawolne prowadzić życie,
niedługo potem w sam wielki tydzień 1859-o będąc w Młynie -
bo był Młynarzem - coś chcąc poprawić złapany ręką
między koła, prawda siłą swą olbrzymią młyn zastawił, ale
rękę mu wyrwało z ramienia, niedługo umarł.
Tego roku samego z dopustu bożego - pogorzała na Skibówce
stodoła w samo południe w Miesiącu Sierpniu sukcesorom po
Jędrzeju Walczaku -.
Roku 1860-o zaczęła się prawie zima to jest w wsi śnieg z
deszczem a na Tatrach śnieg, który pokrył Krokiew, Świnicę
pod Gewontem[87] , nawet na Gubałowskiem upadł, dnia 4-o Lipca i
trwał aż do jedenastego - potem nastąpiły deszcze trochę
cieplejsze. Na bydło była w Halach wielka bieda. Ale boże [88], nie
daj zginąć ludowi twemu -.
Zapowiedziałem 6-ą Niedzielę po Świątkach składkę na
Papieża. Nadspodziewanie po większej części Parafianie
osobliwie od Bachledy począwszy[89] aż do Kościeliskiej doliny okazali się
chętnymi i dali co mogli w kilku dniach złożyli przeszło Z.R.
30-ci Austr.W. Jeszcze tu tkwi wiara katolicka u ludku prostego.
Boże, dziękuję Ci.
Rok 1861-szy był dosyć od Boga pobłogosławiony - lato było
piękne, jesień długa i prześliczna. Wszystko się porodziło
- osobliwie ziemniaki.
Postawiony został na cmentarzu krzyż z cierniową koroną -
okazały - za staraniem Edwarda Homolacza syna właścicielki
Zakopanego a Direktora fabryki żelaza - ważył z 12 centnarów
- niesiony był z Hut do kościoła z kościoła na Cmętarz -
ludu było wiele - usypano mogiłę koło niego - na pamiątkę
poległych 8-o kw. tego samego roku w Warszawie i Wilnie[90].
Miałem przy końcu mowę religijną stosowną, którą wszyscy
bardzo dobrze przyjęli - jednak w ogólności u prostego ludu
lubo mniej jak gdzieindziej jest uprzedzenie do sprawy polskiej,
bo lud prosty łączy sprawę Polski z sprawą ślachty, której
się bardzo lęka, aby przy przywróceniu Polski znowu rządów w
ręce nie ujęła i nad nim nie panowała jako dawniej[91].
Przytem wszystkiem oświata się wzmaga - w szkołach, to przy
kościele, to w Hutach[92], to w Olczy uczy się z 150 dzieci -. Co przy
boskim błogosławieństwie najlepszy rokuje skutek - O boże daj
aby lepiej było -.
W tem samem roku Jakub Bachleda, gospodarz bezdzietny majętny
popadł w rozpacz za grzechy swoje, z których się przedemną
taił - u innych księży pociechy szukając - Ci nie znając go
- korzystnie na niego nie wpłynęli - powróciwszy od nich z
Chochołowa, obwiesił się. Pochowany we Walowej górze, a
majątek jego zanadto troskliwie uzbierany [spowodował] między
sukcesorami proces i kłopoty - beztestamentalnie skończył. W
tem roku kaplica przez Macieja Pitonia odnowiona i poświęcona [93].
Niech będzie Bogu chwała.
Rok 1862 był z Opatrzności boskiej dla Zakopanego lepszy jak
poprzedzające z tego powodu, iż ziemniaki się utrzymały.
Zresztą był ciepły, pogodny i wszystkiemu sprzyjający.
Rok 1863 zaczął się bez zimy - w lutym i marcu prawie śniegu
nie było - do tego wiosenne ciepło - zato lato było suche ale
zimne. Ku końcu wiosny piorun w domu zabił kobietę matkę 9-ro
dzieci małoletnich - jedno z nich obok niej stojące nie tknął
- gdy przeciwnie małe prosię zabił -. Ziemniaki i owsy obfite,
prześliczne. Gości letnich było mało z przyczyny walki z
Moskwą -.
Productum sub actu visitationis Decanalis
Zakopane, die 5-o Decembri 1863
Joannes Drzelski [?]
prob. Dec.Neof.[94]
[Zaprezentowane w czasie dokonywania wizytacji dziekańskiej,
Zakopane dnia 5-go Grudnia 1863
Jan Drzelski
prob. Dziekan Nowotarski.]
Ku wypływie rzeki płynącej z Królowej Olczyskiem do Olczy [95] przy
końcu żlebu - doliny - jest ciepłe źródło Jaszczurówka. To
źródło przez Doktora Dietla[96] z Krakowa obejźrane, a przez Alexandrowicza[97] Aptekarza
w Krakowie rozbierane chemicznie i za skuteczne na niektóre
słabości osobliwie oczów uznane zostało - Dlatego P. Adam
Uznański, właściciel tego miejsca, gdyż ono do obrębu Dóbr
Szaflary należy, których tenże jest Dziedzicem[98] -
roku 1862-o kąpiele i to ocębrowawszy [!] źródło i
obudowawszy - założył. Przytem przybudował kilka stancyj i z
wozownią karczmę - I to jest jedyne w Tatrach źródło ciepłe
- mające najmniej 16 gradów[99].
Roku 1863 wybudowano dla dzwonów niewielką dzwonicę[100].
P.Homolacze dali drzewa - Parafianie zrobili.
Rok 1864 rozpoczął się mocną zimą przeszło 20 stopni mrozu - zima trwała do końca lutego, potem były dni cieplejsze, śnieg doliną stajał, aż do Wielkanocy 27-o Marca - dopiero w kwietniu znowu rozpoczęła się zima i wzmaga się coraz bardziej - już dzisiaj 7-o Maja przy padającym śniegu, mróz zupełny - zmarznięte wszystko - a co najgorsze iż bydłu nie ma co dawać - kapusty - ziemniaki i owsy już prawie owcom i bydłu wydano - a tu nie masz śladu wiosny - nigdzie nie masz kupić - stąd krowy nie mając słomy ni siana zdychać poczynają - powszechny krzyk, lament i narzekanie - jutro w niedzielę 8-o Maja zawezwę do modlitwy - do wołania do Boga - u którego jedyna pociecha i nadzieja.
Dnia 5-o Paźd. to co następuje piszę:
Całe lato było prawie nie latem, gdyż deszcze i deszcze nawet
ulewy - owsy nie zejźrały - na święty Michał w kopach nieco,
na pokosach trochę - a reszta zielona stała w stodołach ani
snopka - Dnia 2-o Paźd. w sam odpust Różańcowej Matki Boskiej
śnieg od rana padał - pokrył całą ziemię - leżał na drugi
dzień a 5-o gdy to piszę - przyszedłszy po nabożeństwie z
kościoła był taki mróz - że z ciężarem wóz jechał po
zamarzniętej błotnistej drodze. Zielone owsy zmarzły - trochę
słońce przebłysło - ale zimno nie popuszcza - Ludzie lamencą
- krzyk. Boże zmiłuj się -.
Przy tej sposobności dodaję - iż o tem śniegu górale
przepowiadali - co mieliśmy za nic ziściło się -. Później
dodam jako się skończy.
Pająk śklany[101] z składek sprawiony - z Wiednia sprowadzony -
Kosztuje sześćdziesiąt jeden Reńskich A.W. ja Pleban
zająłem się tem i znaczną bo trzecią część nań
ofiarowałem z swego.
Pewien gospodarz Wojciech Walczak alias Wójciak bardzo porządny
gospodarz był dwa razy na wójta obrany za co niedługo
podziękował - żył ze mną w przyjaznych stosunkach - wpadł
wreszcie wskutek defektu sercowego i płucowego w melancholię
niejaką - pomimo perswazyj - dnia 6-o września w swojej izbie
po południu jak się miał za poradą moją do Mikułasza do
doktora wybierać - z pistoletu zastrzelił się - pochowany z
wielką biedą, gdyż tam Parafianie nie chcieli, pomimo że go
wszyscy lubili i żałowali - na kraju cmentarza przy kośnicy [102] - zostawił
6-ro dzieci - i znaczny piękny majątek.
Notując to dodaję: iż całą zimę i stąd grożące
nieszczęście lud przypisuje temu, iż on wspomniany Wojciech
Walczak przy cmentarzu zaraz był pochowany. Wiele bardzo pracy
mię kosztowało, nim mogłem tego nieszczęśliwego trupa od
wykopania obronić.
W sam śty Łukasz zmieniło się na ciepło - wiatr mocny -
trwało dziesięć dni - przez który to czas jako tako
pozbierali to co było pogniłe i zmarznięte. Potem znowu zimno,
mróz i niepogoda. Wielu ziemniaków nie wykopało - Boże
skróć karę!
Skończyło się wszystko w tym roku na tem, iż owsy i potrawy
popsute - ziemniaki niedobre - cała opatrzność boska, iż
gdzieindziej - w Węgrzech - tanio -.
Adwent cały suchy - śniegu mało - mróz słaby, przytem
wszystkiem ludzie zdrowi - Za wszystko dzięki Bogu. Niechaj Mu
będzie cześć i chwała na wieki. Finis 1864-o.
1865
Bodajby nam rok ten posłużył ku chwale Boga i ku naszemu
zbawieniu - Udziel Panie chęciom dobrym łaski i pomocy.
Zima trwa nie bardzo mroźna ale sucha.
Właśnie teraz, kiedy to piszę - w pierwszych dniach stycznia
odebrałem przez Najprzew. Konsystorz z dnia 7-o Sty. 865 No 73
rezolucyję Wys.c.k. Namiestniczej Kommisyi w Krakowie z dnia
19-o Gr. 864 L 32 503 zakończającą legalne ustanowienie
Inwentarza[103] Parafii tutejszej. Nastałem i byłem
installowany - po institucyi 29-o List. 847 - dnia 6 Sty. 848 w
same trzy króle przez ks. Dziekana Nowotarskiego a Plebana
Czarnodunajeckiego Tomasza Bryniarskiego. Co się tyczy
Kościoła, to była jedynie nieduża kaplica z drzewa[104] i
wielki ołtarz i aparata co najpotrzebniejsze. Zresztą - ani
organ - ani dzwonów - jedynie w tej kaplicy sygnaturka. Ani
Plebanii - ani Organistówki - ani szkoły. Przyszedłem od
katedry z Tarnowa, gdzie byłem jako wikary, jedynie tem
powodowany, iż w Tarnowie chorych w szpitalach dla mojego
usposobienia - bez pewnego wstrząśnienia - a w tem roku 1847
było chorych bardzo wielu[105] - opatrować prawie mi się długo
niepodobieństwem stało - i widziałem iż długo nie wytrzymam
- a powtóre dlatego iż wtedy lud góralski z swej łagodności
zasłynął - a każdy - osobliwie młody czuł wstręt do ludu z
rówień - który się w 846 tak wielkich zbrodni dopuścił.
Jednakowoż przyszedłszy do Zakopanego - zamieszkałem u pewnego
gospodarza, którego Staszeczkiem nazywano - a pisał się
Gąsięnica Jan[106]. Rozpatrzyszy się wszystkiemu powoli -
ujźrałem się w bardzo przykrem położeniu. Pleban - bez
Plebanii - bez kościoła[107] - bez Inwentarza - zgoła bez wszystkiego. Do
tego lud napół dziki - chytry i chciwy - którzy zbiegli się
koło mnie aby coś zyskać - nie z nauki - ale z grosza - a ja
byłem bez grajcara - za funkcyje np. pogrzeby nic nie płacili -
bo mając jedną kobietę co im trupów do kościoła w
Chochołowie odwoziła - na pokropieniu poprzestawali; poznawszy
to wszystko - i jeszcze że mało kto Ojcze nasz uczciwie
zmówić potrafił - oprócz niektórych przecież o zbawienie
dbałych - pomimo że tak w Chochołowie, jako i w Poroninie
mieli najgorliwszych Pasterzy - ale dla oddalenia mało kiedy, po
większej części raz lub dwa razy na rok zajźreli do
Kościoła. Widząc to wszystko uczułem żal i tęsknotę - ale
pomyślawszy sobie iż na takiem stanowisku coś może więcej
jak gdziekolwiek przyczynić się mógł będę i będąc
pierwszym Plebanem urządzenie Parafii z pomocą bożą
rozpocznę i da Bóg to dokończę. Odstąpiłem od rezygnowania
- wziąłem się szczyrze do pracy - a pod słowem kapłańskim
wyznaję, iż przy wielkiej biedzie i prawie o suchym chlebie -
gdyż oprócz 170 R.C.M. z kassy nic więcej nie miałem - jeno z
installacyi dług, który [się] powoli jeszcze powiększał.
Wiadomo każdemu rozprężenie 1848 - i następnych lat - nie
można było ani o reinwentacyją, ani o nic się doprosić, a
lud do niczego się z chęcią przyłożyć za darmo nie chciał.
Sam jeździłem z niektórymi gospodarzami, których uprosiłem
po drzewo do lasa na Plebański budynek - aby ich zachęcić - i
z takim mozołem postawiliśmy Plebaniją - ze stodołą i
stajnią - chlewy - rozszerzyłem i powiększył[em]
kościółek, Organistówkę razem i szkółkę. Słowem co było
potrzebne zrobiło się - jedno przyznać muszę, iż ze strony
kollatorstwa[108] - co się ich tyczyło - nie robili żadnej
trudności - wszystko dawali - gorszy był lud, który chciał,
aby kollator wszystko zrobił. Zgoła wszystko, co teraz się tu
znajduje w Kościele i na Plebanii jest dzięki Bogu mojem
staraniem porobione, z czego pewną radość i zadowolenie
czuję. A nade wszystko, iż z łaską Bożą lud się o tyle
poprawił, że ani jest teraz po siedemnastu latach do poznania i
z przeszłym nie do porównania. Sed non nobis Dni [Domini. To
nie nasza lecz Boga zasługa].
Teraz przystępuję do Inwentarza - po pierwszej kommissyi oddano
mi takowy - ale cóż było mi z niego, kiedy Parafianie tego co
w nim na nich nałożone było uiszczać nie chcieli -
twierdząc, iż się do tego co od nich żądano nigdy nie
zobowiązywali - co się rzeczywiście prawdą później
pokazało - ztąd pisania - podania - kommisja za kommisyją - i
tak się ta rzecz przez siedemnaście lat wlekła - aż przecież
tego roku, jak już wyżej wspomniałem nastąpił dzięki Bogu
koniec i Inwentarz z wielkim pisaniem - czego dowód w Protokole
Gestionis[109] - kłopotem i wydatkiem i z stratą został
ustalony i zlegalizowany - a chcąc wspomnieć w tej książce o
Inwentarzu z powodu jego rzeczywistego końca - napisałem w
krótkości wszystko, co ku potomności za potrzebne i może
kiedy ciekawe uważałem. Niechże Bóg w Trójcy jedyny ztąd
odniesie chwałę swoją - i ja też biedny grzesznik kapłan
łaskę i miłosierdzie boże - więcej nie żądam -.
Dnia 19 marca rozpoczął mróz do 14-u stopni[110] dokuczać
, dnia 20-21 i 22-o doszedł do przeszło 20 stopni - co w tym
czasie było niepamiętnem. Dnia 23-o padał śnieg dzień cały
ale mróz trochę zwalniał.
Wiosna piękna, ciepła, ale znowu na świętego Jana śnieg -
nawet niższe dotykał regle.
Dnia 30 czerwca odebrałem wiadomość o nastąpić się mającej
wizycie Jaś. Wiel. ks. Biskupa Tarnowskiego -.
Dnia 10 sierpnia była wizyta Biskupia - odbyła się jak
najlepiej - cały dzień strzelano[111] - lud wystąpił przybrany i przygotowany
odebrałem za to jako znak komplacencyi - Dekret pochwalny i
expositorium Canonicum - W ogóle rok był u nas szczęśliwy tak
dla duszy jako i dla ciała tutejszych parafianów. Za co niech
będą Bogu dzięki.
Rok 1866
Rozpoczęty rok w Imię Najśw.Trójcy, by nam zechciał
posłużyć ku zbawieniu naszemu.
Styczeń i luty były prawie bez mrozów - zaledwie śnieg
pokrył ziemię. 10-o Marca był grzmot i błyskawica wieczorem,
z czego na drugi dzień się trochę oziębiło. Wiosna dzięki
Bogu wczesna - na święty Wojciech już połowa zasiana.
Na 1-o Maja już buki i jesiony rozwijać się poczęły -
wszystko się zieleni - jak dawno przedtem nie było.
Gdy wszystko poschodziło i prawie zakwitło - nadchodzi zima -
śnieg - i mróz około dwudziestego maja wszystko śniegiem
pokryte - temu co było pokryte mróz prawie nie szkodzi -
Jesiony zmarzły, liście obleciały - a na nowo pączki
puściły i rozwiły się. Buki zaś jeszcze w wilią śtego Jana
czerwone są i suche na nich liście jakby w późnej jesieni.
Reszta drzewom mróz nie szkodził - Mróz zaś był taki - nie
wiem ile miał stopni - ale sople u dachu porosły na dwa i trzy
łokcie polskie[112] -!
Pisząc to przychodzi mi na myśl - bo [tylko] co powróciłem z
ogródka gdzie oglądałem modrzewa tego roku przesadzonego -
który się przyjął - ot tu dodaję, w początku mojej
bytności - wszystkie modrzewie i jesiony i jawory i td. za mojem
staraniem są posadzone tak koło kościoła jako i Plebanii i na
cmentarzu te zaraz od wejścia modrzewie. Zaś znowu w pośrodku
i u dolnego końca - posadzili krewni nad grobami zmarłych -
pisząc 22-o Czerwca myślę sobie - iż to może komu po latach
przyda się na co.
Tego roku w sierpniu kiedy już podojźrewane były owsy ale
jeszcze niepokoszone - przyszedł tak gwałtowny wiatr od Gewontu
i Tatrów, iż w Kościeliskach i po Hramcówki[113] prawie
zupełnie owsy wymłócił - z czego wielką szkodę ponieśli
gospodarze - co jeszcze zielonego było - to połamał i to
zbielało nie dorósłszy -
Zbierki były nie najgorsze, ziemniaki uszły - zima rozpoczęła
się na śtą Katarzynę - małem śniegiem - bez mrozów, w
wilią Bożego narodzenia było ciepło jakby koło ś-tego Jana
- jednak drogi i ziemia nie tajała - i tak przeszedł rok ani
dobry ani zły - ale niech Bóg będzie pochwalony na wieki
wieków Amen.
Rok 1867
W Trzy Króle był mróz około dwudziestu stopni i w dzień
następujący - ale w wirchach jak myśliwi zapewniali była lga.
Dnia 15 Stycznia powstał wiatr od hal mocny i ciepły i 16-o
trwa lecz już z deszczem. Śnieg prawie spędzony - jednak
szczyty tem razem nie puszczają, bo się bez zmiany bieleją -.
Teraz napiszę list do Panny Wandy Boerner córki superintendenta
w Płocku, która bawiąc tu w lecie - Gewont i Czerwony Wirch
wierszem ładnym opisała i takowy mi przysłała - z czego
wnoszę, iż się sława Tatr coraz bardziej rozszyrza.
Dnia 20-o lutego był po pierwszy raz podług organizacyj wybór
na radnych Gminy - 24 a 12 zastępców[114]. Wybranem też jednomyślnością został ks.
Pleban niniejsze piszący. Dnia 27-o tego samego miesiąca był
wybór na Wójta Gminy - po żwawych sprzeczkach pro et contra
wybrano jednogłośnie gdzie i ks. Pleban głosował - Jan
Gąsięnica Staszeczek zpod Nr domu 101[115] - ma szczyre chęci i obiecuje wiele - może ta
notatka posłuży kiedy na co -.
Miesiąc Czerwiec i Lipiec i początek Sierpnia mieliśmy prawie
[cały czas] deszcze i na każdym nowiu w Tatrach śnieg.
Dnia 8-o Września pod wieczór zapaliła się na Olczy mała
izbina przez nieostrożność - spostrzegłszy ten ogień sąsiad
nawet nie najbliższy niejaki Maciej Topór - tak się
przestraszył, iż na miejscu upadł i żyć przestał.
Dnia 17-o Września o godzinie pół do pierwszej z południa
wyszedłem ja Pleban z Jędrzejem Walą - Szymkiem Tatarem -
Wojciechem Gąsięnicą Kościelnym i Wojciechem Ślimakiem -
pierwszy na Szczyt Lodowaty dotychczas za niedostępny miany - na
którym rzeczywiście jeszcze żaden Tourista nie był[116].
Tem sposobem byłem już na wszystkich szczytach oprócz jeszcze
Gerlachowskiego i poznałem całe Tatry[117] -.
Dnia 9-o Października przypadł śnieg i leżał aż do 12-o
kiedy tajać począł -.
1868
Śniegi zaraz po wszystkich świętych spadły - i
nagromadziły się w oddawna niepamiętnej wielkości - i
leżały bez przerwy aż do kwietnia. Dopiero po 25-ym tegoż
miesiąca przyszły ciepłe dni i nad podziw nagle w Tatrach
spełzły - nie robiąc jednak wylewu -
Dnia 8-o Czerwca oberwała się chmura nad małą Łąką i nad
Jaszczurówką. Wody ogromne w okamgnieniu [się] zebrały - tak
iż powracający z Nowotarskiego jarmarku ludzie z wozami na
Ustupie drogi przejechać nie mogli i w Poroninie nocować
musieli - tegoż dnia pioruny raz za razem biły. Jedno dziewczę
przy pasieniu 8-letnie zabił - na Olczy kobietę sparaliżował
- a na Pardałówce chłopa w izbie ogłuszył - domu jednak nie
zapalił - ani dziecka w tej samej izbie - które Matka na ręce
trzymała nie uszkodził, ani matki jego. Potem znowu nastąpiły
[dni] suche aż do 9-o lipca. Odtąd leje trzeci dzień bez
ustanku.
Zima się rozpoczęła z świętym Marcinem 11-o Listopada.
Zresztą nic w tym roku nie zaszło nadzwyczajnego -
1869
Ten Rok przeszedł z woli Bożej - tak iż nic osobliwego nie zaszło - oprócz że Pani Homolaczowa Państwo Zakopane pewnemu bankierowi z Berlina Panu Eichborn[118] za 400.000 sprzedała i z ostatniem Grudnia odstąpiła.
1870
W Imię Trójcy Przenajświętszej wybierając się do ziemi
świętej i Rzymu dnia 5-o Marca z domu wyjeżdżam - proszę
Boga zastępów i M.Boskiej - abym mógł te miejsca tak dla
serca i duszy drogie obejźreć i zdrowo powrócić, Amen. To na
pamiątkę zapisuję - wyprawiają mię na tę podróż daleką z
rzewnem spółczuciem moi mili Parafianie -
Podobało się Wszechmogącemu Bogu że mię niegodnego tej
wielkiej łaski do ziemi świętej zaprowadził i szczęśliwie
oprowadził i napowrót przez Italię do domu powrócić
dozwolił, i tak przez Wiedeń do Triestu - do Alexandryi - do
Kairo - do Suezu - na Czerwone morze - do Arabii - napowrót z
Arabii do Suezu - kanałem do Port Sajdy - do Jafy - do Jeruzalem
- do Jordanu - Martwego Morza. Nocleg w Seba [?] - przy Jordanie
nocleg w Jericho - ztąd znów do Jerozolim - do Bethleemu i
Hebronu - Ś.Jana - Emaus - w Jerozolimie do wszystkich miejsc
świętych i widzenia godnych - z Jerozolimy przez Samarię do
Nazaretu - Naeni [?] - Tabor - Tiberias - Kapharnaum -
rozmnożenie chleba - Kana Gal. Z Nazaretu do Kajfy - Góry
Karmelu - studnia Eljasza - Antylibanon - Eden - Damask - Bajrut
- Smirna - Chios - Lesbos - Mileto - Pathonos [?] -
Konstantinopol - Bosphor - Czarne Morze - z Konstantinopola przez
Grecyją - Syrę - Korfu - do Bryndyzy (: w Grecyi zwiedziłem
różne miejsca których tu nie notuję n.p. Cypr, Rodus - Lemnos
- górę Athos - innych wiele:). Z Bryndyzy do Neapolu - Pompei -
Wezuw - klasztor Kartuzów - klasztor Gassino[119] -
Rzym. W Rzymie wszystko co najważniejsze - byłem na
uroczystości w Watykanie, na uroczystości w Lateranie gdzie
Ojciec ś. dawał z ganku błogosławieństwo, na którem było
200.000 i może przeszło - różnych narodowości - prawie
wszystko płakało gdy Pius 9-ty ręką swą błogosławił.
Widziałem go pięć razy - zrobił na mnie wrażenie jakieś
dziwnie nadnaturalne, które ani wypowiedzieć, ani opisać nie
potrafię - z Rzymu do Ankony - Loreto - do Bolonii, Padwy -
Wenecyi - ztąd do Habrezyny [?] koleją - dalej do Wiednia -
Oświęcimiu ztąd do domu.
4-o Czerw. godzina 9-a wieczór w sobotę czyli wilią Zielonych
Św. przybyłem do domu zdrowo - lubo sponiewierany - najbardziej
jazdą na koniach - razem dni 19 1/2, to burzą na morzu
straszną która trwała jeden dzień i noc całą - podróży na
morzu było 21 1/2 dni razem ze wszystkim.
Szczęśliwym się czuję, że byłem i widziałem nawet więcej
niż pragnąłem. Nie żałuję ani mienia ani zdrowia - A tam
dużo [się] ucierpiało. Ciepło w Egipcie 28-o Marca na
szczycie Piramidy Cheops 9-a godz. rano 33 stopnie a 3-a godz. w
hotelu Nil 42 stopnie Reaum. Wyszedłem na Piramidę jako góral
bez pomocy Arabów - których inni koniecznie potrzebowali -
było nas 25 osób - wyszło ze mną 2 Anglików 2 Niemców.
Pojechałem z domu sam jak palec - spotkałem się z różnymi
ludźmi - to z księżmi to ze świeckimi. Na wschodzie z jednym
tylko Polakiem z Krakowa, który na Cyprze ożeniony mieszka -.
Byłoby bardzo wiele do opowiadania, ale tego nie piszę, żeby
się nie zdawało, że chcę o sobie coś dużego powiedzieć.
Słowem - byłem i widziałem bardzo i bardzo wiele za co Bogu
dzięki składam a Pan Jezus Zbawiciel nasz i Matka jego Najśw.
niechaj będzie pochwalony po całym świecie od Arabów i
Murzynów i wszystkich na wieki wieków Amen.
1872
Dnia 12-o Września o 10-tej godzinie wieczór, co dopiero położyłem się, usłyszałem dzwonić[120] - porwawszy się - zobaczyłem od kościoła łunę - pobiegłem na drzwi zatylnie zobaczyłem - tuż zaraz za kościołem ogień - który nachylał się w stronę kościoła - iskry już dach kościelny obsypały - tym widokiem przerażony - krzyknąłem na czeladź - co już spała - pobiegłem tak jak z łóżka wyskoczyłem do kościoła - porwałem Sanctis.[simum] gdy tak na Plebanią - którą od zmieszania myślałem że zamknięta - jak i do Altany - już rzeczywiście zamkniętą - nie mogłem położyć - położyłem na trawie obok ula pszczolnego temczasem Bóg Wszech. za wstawiennictwem się Matki B. i Ws.Świętych - których pobożne dusze krzycząc wniebogłosy o pomoc wzywały - odwrócił wiatr na Cmentarz. Ogień zwalniał - tak że cały zrąb ocalał[121] - Niebezpieczeństwo trwało największe 5 minut - a rozważywszy wszystko razem - widocznem było - że Bóg dobrotliwy i miłosierny - cudownie kościół z Plebanią i resztą mieszkańców ochronił od spalenia - ja co to piszę nie mogę się opamiętać z przerażenia i żalu jaki mię za Kościołem i dla reszty nieszczęścia ogarnął.
1873
Po pierwsze to notuję - że dopiero pierwszy śnieżek 26-o Stycznia prószyć począł - a dotąd żadnego nie było - jeno lekkie z rana przymrozki - dopiero 27-o kwietnia 873 rozpoczęła się zima. Trwał mroźny czas aż do czerwca - ledwie ludzie posiali - Czerwiec był mokry - za to lipiec sierpień i wrzesień nawet październik ciepły i piękny - pierwszy śnieg przypadł 18 List. Cholera rozpoczęła się 1-o Września ustała zupełnie 10 Paź. Gdyby byli ludzie trochę bardziej na siebie uważali - toby był może nikt - chyba pierwszy Wojciech Raj - nie umarł - Był tu z Warszawy D-or Chałubiński bardzo znakomity D-or i zacny człowiek - ten postawił krzyż żelazny na Gubałówce[122] - solennie go dał poświęcić - podczas epidemii ratował bezinteresownie z największym poświęceniem. Nawet mnie samego prawie od śmierci wydobył[123]. Zasłużył sobie na wdzięczność - pomagał mu w leczeniu D-or Urbanowicz [124] z Żmudzi emigrant - równie bardzo zacny człowiek - Gości tego roku więcej jak bywało - koło 400 osób. Najwięcej z Warszawy i Krakowa -.
1874
W śmiguczny poniedziałek 6-o kw. ześli się wieczór u tak
zwanej Kacki wdowy po zbójniku - co na Wiśniczu umarł
Wojciechu Matei - na Żywczańskim zaraz pod lasem[125] Jan
Walczak tejże stryj ze swoją kochanicą Maryną Jarząbek,
Stanisław Sobczak do onej wdowy konkurent i Maciej Walczak
Nawieś - riwal Staszka Sobczaka - Wszczęła się bitka w
której dwaj pierwsi zamordowali Maćka Nawsia - jako ich
osądzą później napiszę - tu jeszcze dodaję, że owego
Jaśka Walczaka - który miał żonę starą - z którą dla
majątku się ożenił i żył z nią 19 lat - nic od wszystkiego
złego wstrzymać nie mogło - Miał majątek duży - nic nie
robił - tylko lampartował i do tak strasznej katastrofy
doprowadził - Jego Dziad zabił żonę swoją - i on był
gwałtowny - zaś Staszek dopiero 21 lat mając - nic jeszcze
wprzód nie pobroił, ale ojca - co mu w zeszłym roku na
cholerę umarł nie słuchał.
Dnia 1-o Maja pod wieczór śnieg padać począł. Był to
piątek - padał sobotę - niedzielę i poniedziałek - spadł
też ogromny prawie do pasa.
Skazani poprzedni winowajcy - Jan Walczak na dziesięć a Staszek
na sześć miesięcy aresztu i to dlatego - że zabity Maciej ich
niejako napadł. Ale Bóg inacz osądził - ten sam Jan Walczak
dnia 12-o Paźd. 876-o znaleziony w wodzie i to w tej rzece
która od tego domu płynie gdzie Maćka zabił[126] -
nieżywy. Opinia powszechna niesie, że go Jan Sierocki mąż
Katarzyny - której Walczak był stryjem i u której Maćka
zabił, z którem prowadził o sukcesyją proces - życia
postradał - jest uwięziony podejźrany - śledztwo w toku - po
dokończeniu napiszę -
Zaś tu dodaję - że Jan Walczak powróciwszy z aresztu -
jeszcze stał się gorszym - ani Boga ani co dobre znać nie
chciał - był zupełnie złym człowiekiem - zbrodnia, grzech
było u niego nic. Jakie życie - taka śmierć.
Posądzony o zabójstwo Jan Sierocki który z Janem Walczakiem
wiódł proces o grunt żiwczański po swej żonie - uwolniony
został równemi głosami w Sądzie w Sączu - i na tem się
skończyło.
Co się tyczy sprawy budowania nowego kościoła[127] -
toć walka o plac budowy od roku się ciągnęła - bo jedni
chcieli na starem placu - drudzy przed Szostakiem - inni u
Kasprusia przed Gładczanem - zaś inni tam przystawali - gdzie
się murować zaczął przy ś.Janie[128]. Ja jako Pleban uważałem za najodpowiedniejsze
przy ś.Janie - miałem wiele przeciwności do zwalczenia - gdyż
cała góra począwszy od kościoła na to przystać nie chciała
- jednakowoż przemogłem i na dniu 12-o sierp. 877 roku
zrobiłem po sumie na to miejsce processyją - bawił natenczas u
mnie z Tarnowa Rdissimus [Reverendissimus - Wielebny]
Jos.Martasiewicz kanonik katedralny - uczestniczył [w] processyi
- miejsce poświęcił - a ja miałem stosowną przemowę. Na
drugi dzień - rozpoczęto brać fundamenta - zaś murowanie
dopiero się w październiku rozpoczęło - pod kierunkiem
Majstra Uznańskiego - Olcza do roboty przystać nie chce.
Trzy lata pracowałem w kościele i poza Kościołem - nim się
ta myśl o potrzebie murowania nowego kościoła przyjęła -
gdyż z początku o tem ani słyszeć nie chcieli. Oprócz Olczy
już jedni większą - drudzy mniejszą ochotę pokazują -
gorliwych bardzo mało - dlatego słabo pójdzie[129] -
ale w Bogu nadzieja -
Dnia 18-o kwietnia 877-o grunt przy ś.Janie pod kościół
oddali właściciele tegoż kołkami wbitemi w ziemię otoczyli:
Jędrzej Bachleda - synowie jego Jakub i Jan Bachledowie -
Michał Walczak - Jan Staszeczek - Jakub Bachleda Galicza[130] -
Jakub Gąsienica Jędrusiów - Przy świadkach: Jakub Garalowski,
Pisarz gminny - Jędrzej Stachoń - Jan Kwaśnica Hajduk - Jan
Walczak z Skibówki - Maciej Bachleda grobarcyn - mnie
Proboszczowi jako zastępcy Kościoła - wzywając Boga na
świadka - co ja przyjąłem - Zaś w środku tego - co wyż
wspomniane gospodarze dali - największą parcelę - kupiliśmy
za 250 r. na co dał Wojciech Bachleda Księżyk: 100 r., Jan
Staszeczek 100 r., a 50 r. dałem ja. Taka jest pokrótce do
dziś 19-o list. 877 cała - że tak powiem historyja początków
budowy nowego kościoła. Co dalej nastąpi - Bóg sam wiedzieć
raczy.
W miesiącu sierpniu 1879 poświęcił ks. kanonik Martasiewicz z
Tarnowa wtedy tu bawiący w dolinie Kościelisko kamień
włożony do skały, którą nazwano - Bramą Kraszewskiego -
przy obecności wielu gości tak z Krakowa jak Warszawy i
Poznania - przyczem miał bardzo stosowną i ładną mowę -
która się wszystkim bardzo podobała - była umieszczona w
Dzienniku Poznańskim[131] -
Tego roku 1879 wyrównaliśmy fundamenta - tylko jeszcze
Praesbiterium pozostaje, co dla słoty zrobić nie mogliśmy -
Regulacya urzędowa pastwiska i drzewa opałowego dla Proboszcza
- pasał tenże w różnych miejscach w pańskich lasach i
pobierał z początku tak zwanej zbieraniny podług inwentarza 35
sągów - gdy atoli to bardzo uciążliwym było - wtedy na
prośbę zamieniono na 12 sągów drzewa rąbanego swym kosztem -
to trwało aż do roku 1879-o. Na podanie państwa zjechała
komissyja serwitutowa dnia 10-o paźdz. 1879 i dla różnych
starań i zabiegów ze strony Proboszcza - aby jak najwięcej i
jak najbliżej wyjednać - co się na Plebanii odbywało. -
stanęło na tem że za pastwisko dali w gąsienicowej równi [132] 16
morgów - a pod hoćkowskim[133] 12 morgów - zaś pół morga na opał do 12-u
[sągów] także w gąsienicowej równi - Co podług wszystkich
uznania wypadło dobrze - Byli na Komissyji ze strony Dziekana
ks. Woj. Roszek Proboszcz z Poronina, ze strony Państwa Gustaw
Finger[134] - komissarz Schaet z Tarnowa - Za co niech będą
Bogu dzięki - zapisałem dla ciekawości następnych Plebanów.
1880
Dnia 5-o Czerwca 880 spalił się na polanie Cyrchla[135] Szymon
Chyc razem z 6-orgiem rogatego bydła i 10 owiec - z niewiadomych
przyczyn - Biedak zasnął w szopie - ogień go ogarnął - i
już się ratować nie mógł.
Dnia 23-o Czerwca dokończyliśmy fundamentów pod Kościół i
dalszą pracę aż na rok przyszły dali Bóg rozpoczynać
będziemy -
Tego samego roku rozpoczęli papiernię budować poniżej
walcowni[136] -
1881
W wielki poniedziałek poświęciłem fabrykę na robienie
papieru - byli wszyscy - choć protestanci zgromadzeni urzędnicy
i sam teraźniejszy dziedzic Magnus Pelz[137] zięć
przeszłego Ludwika Eichborna.
Tego roku zimuje tu Hrabina Róża z Potockich z Krzeszowic
Krasińska Ordinatowa z Opinogóry dla zdrowia syna Adama[138].
Tego roku spadł śnieg koło 20 października. 3-o listopada
był mróz jakiego nikt nie pamięta. Śnieg przysypał ziemniaki
- nawet kapusty - i to bardzo wielom -.
Atoli powoli zrobiło się pięknie - śnieg poginął - ciepło
- trwa aż do końca roku.
1882
Ta sama zima bez mrozów i śniegu trwa dalej - jasna - do
15-o lutego kiedy to piszę -
Mieszka tu przez zimę Hrabina Róża z Potockich Krasińska -
Ordinatowa Opinogórska dla zdrowia swych dzieci - Adama -
Elżbiety i Zosi - wdowa - Pani bardzo ślachetnego z wszechmiar
usposobienia - wszelkiego szacunku godna - wszyscyśmy jej radzi.
Była u niej w odwiedzinę jej matka Adamowa Potocka z Krzeszowic
- Była u mnie na Plebanii - bardzo grzeczna.
1883
Dnia 5-o lutego wieczór przed północą - przy domie
Riegelhaupta uderzył Jana Stopkę 66-letniego - leśnego[139] -
bez powodu - kułakiem tak mocno w głowę - że ten dnia
drugiego ducha wyzionął - Wojtek tak zwany Kujon lub Gewont -
recte Gąsięnica - pomagał mu w tej niecnej sprawie Michał
Gąsięnica Tomków zza wody - wszyscy zupełnie nie byli pijani
- zdaje się po prawdzie że urząd leśnego był tego przyczyną
- aresztowano - jeszcze nie wiadomo co się stanie - później
dopiszę -
Dnia 30 lipca 1883-o odbyło się poświęcenie Szkoły
Snycerskiej[140] w przytomności licznych gości - poświęcił
ks. Proboszcz miejscowy -
1884
Dnia 17-o 18-o i 19-o Czerwca tak zimna słota nadeszła, że
śnieg przypadł nie tylko w Wysokich Tatrach, ale w Hamrach - na
Bystrem - na Gubałówce aż nawet po Gładki[141] -
Bydło wszystko zeszło z pastwisk do domu - 20-o zrobiło się
cieplej ale deszcz bez przestanku jak z cebra leje -
Dnia 31 Sierpnia - 8 letni chłopiec syn Stanisława Sobczaka
wziął rewolwer nabity z kieszeni ojca swego z cuchy która
zawieszona była w izbie na kołku - bawiąc się nim zastrzelił
siostrę - 3 lat - swoją obok niego siedzącą. Kula w samo
serce padła - było to w niedzielę - Ojciec poszedł do Hut
Matka do kościoła - ci dwaj sami pozostali w domu.
Visum sub actu visitationis canonicalis
3 Augusti 1886
+ Albinum Eppus Cracovien.
(+ 2 podpisy nieczytelne)
(Oglądane podczas dokonywania wizytacji kanonicznej dnia 3
sierpnia 1886. + Albin Biskup Krakowski)[142].
Dnia 31-o Lipca 1886 przybył po południu Jego Exellencyja ks.
Biskup krakowski Albin Dunajewski z Wizytą Kanoniczną do
Zakopanego - wyjechało naprzeciw 120 koni - po drodze strzelano.
Były dwie Bramy - jedna na starej Polanie[143] -
druga gotycka zaraz za mostem - Lud wielki i cała publiczność
była zgromadzona. Strzelano z moździerzy i torpedy z Krakowa
sprowadzono - Przyjęcie było tak wspaniałe - że nawet
innowiercy byli poruszeni - jak sami zeznawali -
Wizyta trwała od 31-o Lipca do 4-o Sierpnia - znów po południu
odjazd nastąpił do Poronina.
Dnia 1-o Sierpnia była niedziela - Sumę celebrował ks. kanonik
Pelczar. Kazanie miałem ja Pleban miejscowy, aż 1 1/2 godziny
po ludowemu.
Dnia 3-o była wycieczka do Kościeliskiej Doliny - Jego Exell.
ks. Biskup - wybierzmował przeszło 1400. Był z wszystkiego
zadowolony, bardzo serdecznie do ludu przemawiał - lud płakał
- a przy odprowadzinach do Bramy na głos beczał - rozstanie
było bardzo rzewne - bo też to Biskup jakich mało może jest w
kościele bożym - Jego ślachetne - ojcowskie prawdziwie
apostolskie obchodzenie się w każdym kierunku było do
podziwiania - nie mam słów na to określenie - wszystkich nas
oczarował - Niech mu Bóg da zdrowie.
Państwo Hrab. Raczyńscy dali mi nie tylko kucharzy - ale i
wiele z swego dopomogli - H. Edward Raczyński i Róża z Hr.
Potockich 1-o voto Krasińska 2-o voto Raczyńska. Do stołu
zasiadło 50 osób to księży - to świeckich z gości tu
bawiących -
Powitalną mowę przy bramie miałem następującą: Już to 21
lat temu - jak podnosimy oczy na góry za pokrzepieniem się
duchowym oglądając - Czekaliśmy i doczekaliśmy się - Dzięki
Bogu dzisiaj nas to szczęście spotyka z przybyciem Twoim
kochany Arcypasterzu nasz! Nic dziwnego, że jak kania do deszczu
spragnieni i rozradowani i do głębi rozczuleni jesteśmy, tem
więcej, że się spodziewamy z rąk Twoich błogosławionych
darów - jakich świat dać nie może - bo darów niebieskich.
Wierzymy bowiem że dary - jakie z sobą dla nas przynosisz -
ulżą nam w doczesnej niedoli i ubezpieczą nas na żywot
wieczny - A teraz racz nas przy tem spotkaniu i powitaniu nas
pobłogosławić.
Jednem słowem Wizyta odbyła się bardzo pomyślnie.
Odprowadzony ks. Biskup solennie do triumfalnej bramy - lud
wszystkek już nie płakał - ale beczał -
Dnia 18 sierpnia b.r. niejaki Józef Biesiadecki syn Protomedyka
z Lwowa poszedł z równym sobie kolegą bez przewodnika i
schodząc z Czerwonego Wirchu na Małą Łąkę puścił się
niewłaściwą drogą - przybył nad spad prostopadły -
zatoczyła mu się głowa - zleciał - i niemiłosiernie
pogruchotany się zabił - Stroskany Ojciec przybył z Lwowa i
pogrzebał go[144] - Pogrzeb odprawiłem w asystencyji wielu
księży solennie.
1887
Tego roku było w Zakopanem więcej - jak po wszystkie inne
lata gości - przeszło 3000, między nimi przybył ks. Biskup
Krasiński z Wilna wywieziony 1863 do Wiatki - gdzie 22 lat
przebiedził - przecierpiał - Tenże ks. Biskup w Sierpniu
poświęcił w Kościeliskiej dolinie tablicę pamiątkową na
pamiątkę Kantaka[145] z Poznańskiego - który tu Zakopane odwiedzał -
był między innemi bardzo czynnym członkiem Towarzystwa
Tatrzańskiego.
Ku końcu Października spadł śnieg gruby - do tego z 22-o na
23-ci i z 23-o na 24-ty mróz ogromny - Sankamiśmy jeździli -
co dotąd w tym czasie niepamiętne.
1889
Dnia 9 Maja 1889 kupił na licytacji Dobra Zakopane Hr. Wład.
Zamoyski[146] za 462 r. i 3 centy[147] - z czegośmy się niezmiernie uradowali - bo
żydzi koniecznie nabyć chcieli. Hr. Wład. Zamoyski - Jego
Matka wdowa po Jenerale Wład. Zamoyskim i Jego siostra Maria są
to ludzie głęboko religijni i ze wszechmiar przezacni i
znakomici.
Te dobra Homolaczów przeszły na Eichborna w r. 1870-m. Od
Eichborna przeszły na zięcia jego Magnusa Pelza który
zbankrutował - przez złe gospodarowanie.
Eichborn Ludwik był przechrztą - zaś Pelz chrześcijanin z
rodu. Obydwaj byli bardzo serdeczni dobrzy ludzie.
1890
Dnia 19-o Sierpnia 1890 r. Jego Eminencya Kardynał książę
Biskup Krakowski Albin Dunajewski po konsekracji kościołów w
Ludźmierzu i Klikuszowy przybył koło wieczora o 7 improviso do
Zakopanego z czegośmy się wszyscy niezmiernie uradowali - a
najwięcej ja Pleban - zanocował na Plebanii i o 9-tej odjechał
- przybył z nim kanonik i Prałat Krzemieński, Proboszcz z
Morawicy -
Chociaż niespodzianie - jako mogłem tak przyjąłem z
największą ochotą - przecież to był dla mnie wielki zaszczyt
- a co dalej z takim Kardynałem Księciem i Biskupem zetknąć
się - to zdrowia przybywa, gdyż jak wszystkim wiadomo - jest to
rzadkiej uprzejmości - słodyczy i popularności Biskup. Niech
mu Bóg da zdrowie w jak najdłuższe lata.
Tego roku gości bardzo wiele się najechało tak, że
pomieszkań stał się wielki brak -
Dopiski inną ręką, być może ks. Pawła Frelka:
Kronika dalej nie była pisana. Ks. Józef Stolarczyk kanonik
+ 6/VII 1893 i leży na starym cmentarzu - w grobowcu tuż przy
wejściu po lewej stronie przy wejściu.
Ks. Kazimierz Kaszelewski, Tajny Szambelan Papieski wyświęcony
15. IX 1891 - następnie wikariusz w Zakopanem ur. Ustrzyki Dolne
diec. przemyska - 1893 administrator parafii Zakopane i proboszcz
w roku 1894-1913. Zrezygnował.