WSTĘP
Tego dokumentu nie można brać do ręki bez wzruszenia. Z
pożółkłych nieco stronic, wypełnionych gęsto nierównym,
brzydkim pismem, wyziera opis Zakopanego z czasów, gdy dopiero
tworzyć się poczynała jego legenda i wizerunek ludzi, którzy
tę legendę tworzyli. Widzimy ubogą wioskę u stóp niemal
jeszcze dziewiczych szczytów tatrzańskich, gdzie niezbyt
cywilizowani mieszkańcy często-gęsto przymierają głodem,
swoje sprawy regulują w zgodzie z naturą, ale niekoniecznie
według praw ludzkich i boskich, gdzie ostoją sprawiedliwości
jest własna ciupaga, a w nieustającej walce z surową przyrodą
i półdzikimi sąsiadami kształtują się ludzkie charaktery. W
takim to Zakopanem przyszło działać pierwszemu pod Giewontem
proboszczowi - i był to naprawdę właściwy człowiek na
właściwym miejscu. Twardy, prawy, gdy potrzeba - idący na
kompromis, mądry i imponujący warunkami fizycznymi. Wyobrażamy
sobie księdza Stolarczyka "ugwarzającego" z ostatnim
tatrzańskim zbójnikiem Mateją i śpiewającego "Te Deum
laudamus" na szczycie Gerlacha, brnącego w kopnych
śniegach z wiatykiem do chorego i walczącego z ciemnym tłumem
górali, chcących wykopać z cmentarza zwłoki samobójcy,
winionego za złą pogodę. Widzimy go, gdy przyjmuje biskupów i
głowy koronowane i gdy wdrapuje się na piramidę Cheopsa; gdy z
pomocą doktora Chałubińskiego zwycięsko walczy ze
śmiertelną chorobą i gdy użera się z parafianami o
zapewnienie dla siebie lada jakiego dochodu. Gdy dogląda budowy
szkoły i plebanii, gdy uczy górali pieśni kościelnych i gdy
pomaga ścinać drzewa w lesie lub wypasać krowy i owce.
Przymknąwszy oczy, widzimy też, jak pewnego wieczoru,
zamknąwszy starannie z obawy przed złodziejami drzwi i okna
plebanii siada przy prostym góralskim stole, otwiera brązowo
oprawiony kajet i maczając pióro w wielkim kałamarzu notuje
pierwsze słowa:
Ad montis Carpathicos situs est pagus Zakopane...
"Kronika parafii zakopiańskiej" ks. Józefa
Stolarczyka jest pierwszym dokumentem, przedstawiającym dzieje
Zakopanego w okresie dla tej miejscowości najważniejszym. Jest
głównym, a dla wielu spraw - jedynym materiałem źródłowym.
Stąd też jej duża popularność wśród piszących o
Zakopanem, częste cytowanie rozmaitych jej fragmentów, a nawet
traktowanie jako niemal dzieła objawionego, które na zasadzie ipse
dixit ma rozstrzygnąć ewentualne spory.
"Kronika" w sferze opisywanych faktów, których
świadkiem bądź uczestnikiem był Stolarczyk jest oczywiście
źródłem niezastąpionym. Komentarz zaś - jak zwykle w takich
przypadkach - odzwierciedla ówczesny stan wiedzy i nie stroni od
subiektywizmu, zaś lapidarny, często potoczny styl może
powodować i w istocie powoduje pewne nieporozumienia.
Tak czy inaczej, "Kronika parafii zakopiańskiej" jest
w swoim gatunku dziełem zupełnie pionierskim. Pionierem też, w
dosłownym niemal tego słowa znaczeniu jest także jej autor: on
to właśnie tworzy w Zakopanem zręby cywilizacji - nie tylko
prawdziwie po misjonarsku przyucza na poły pogańskich górali
do chrześcijaństwa, lecz także, założywszy szkółkę
parafialną uczy ich czytać i pisać, a w swoich kazaniach,
skądinąd stanowiących arcydzieła oracji publicystycznych,
naucza nie tylko zasad moralnych, lecz także higieny i
porządku. Widząc jak wielkie spustoszenie fizyczne i moralne
dzieje się w Zakopanem za sprawą osławionej podhalańskiej
biedy - przekonuje górali do przyjmowania pod swój dach
letników, sam też użycza w swoim domu schronienia przyjezdnym.
Jest wreszcie jednym z najlepszych turystów swoich czasów,
lubiącym i umiejącym chodzić po Tatrach i przedkładającym
ich piękno nad siedem cudów świata.
Parafia zakopiańska powstaje z końcem I połowy XIX wieku, na
kilka lat przed czasem, gdy pierwsi letnicy zaczynają
systematycznie przyjeżdżać do Zakopanego, by tu w którymś z
góralskich domków w pobliżu kościoła spędzić letnie
miesiące. Jeszcze nie przebrzmiały echa "rabacji"
chłopskiej, zakończonej słynną "rzezią
galicyjską", która na szczęście ominęła Podhale, ale
wywarła wielki wpływ na podjęcie przez ks. Stolarczyka decyzji
o objęciu probostwa w Zakopanem. Tu pod Tatrami bowiem nie tylko
nie znaleźli się chętni do wszczynania za pieniądze
sąsiedniego mocarstwa zdalnie sterowanej walki klasowej, której
głównym celem było wyniszczenie patriotów ze stanu
szlacheckiego, lecz przeciwnie - góralscy chłopi rzucili się
do nierównej walki z władzą zaborczą. I choć Powstanie
Chochołowskie w lutym 1846 roku upadło, stłumione m.in.
dzięki otumanionym przez Austrię góralom czarnodunajeckim -
jednakże pozostała po nim legenda górali - patriotów, dobrych
katolików, którzy pod wodzą księży poszli walczyć z
zaborcą, ludzi dobrych i łagodnych. Legenda, która tak bardzo
rozmijała się z rzeczywistością, jaką pod Tatrami zastał
ks. Stolarczyk...
Teren Zakopanego dzielił się w owych latach na
"wieś" i "dwór". Gospodarstwa góralskie
zgrupowane były w osiedlach, usytuowanych w okolicach
dzisiejszych ulic Kościeliskiej, Kasprusi, dolnych Krupówek,
Chramcówek i Nowotarskiej. Osobne wsie, złączone jednak z
Zakopanem w administracji świeckiej i kościelnej, stanowiły
Olcza i Kościelisko. Tereny dworskie zaś obejmowały Kuźnice
wraz z dużą częścią Tatr i obszar położony przy
dzisiejszych ulicach Zamoyskiego, Czecha, Jagiellońskiej i
Chałubińskiego. Pod zarządem dworskim - ale innego dworu -
był też obszar Jaszczurówki i Cyrhli. Enklawy dworskie
znajdowały się także w innych częściach Zakopanego.
Właścicielami dóbr zakopiańskich (a nie Zakopanego, jak się
często mówi) byli początkowo Homolacsowie - rodzina
pochodzenia węgierskiego, przybyła do Galicji z Moraw, ale
bardzo już spolszczona. Z początkiem XIX wieku bowiem rząd
austriacki, który w wyniku rozbiorów zagarnął dawne dobra
królewskie na Podhalu, podzielił je na cztery sekcje i
sprzedał prywatnym właścicielom. Najszybciej sprzedano sekcję
szaflarsko-poronińską (z Jaszczurówką) - w 1819 r. kupił ją
Tomasz Uznański. W posiadaniu tej rodziny dobra te pozostały do
1945 r. W 1824 r. sekcję zakopiańską i białczańską kupił
Emanuel Homolacs [1], wchodząc w posiadanie rozległych terenów
w Zakopanem, na Podhalu i w Tatrach Wysokich (Doliny Rybiego
Potoku, Roztoki i Pięciu Stawów Polskich, Wołoszyn) i
Zachodnich (od Kuźnic i Krokwi do Doliny Kościeliskiej
włącznie). W kontrakcie kupna znalazł się wśród innych
ciężarów gruntowych obowiązek stworzenia i utrzymania parafii
na terenie Zakopanego, przekazany następnie na spadkobierców
Emanuela Homolacsa. Z nieco późniejszych czasów pochodzą
poniższe wpisy w "Karcie stanu majątkowego dóbr
Zakopane" [2]:
Na mocy kontraktu kupna sprzedaży z Wysokim Skarbem dnia 28
maja 1824 - o dobra Ostrowsko, Dembno [3], Gonków czyli
Gronków, Waxmund, Białka, Groń, Leśnica, Bukowina, Brzegi,
Zakopane, Ząbsuche, Ratułów, Starobystre [4], Maruszyna i
Międzyczerwone [5] zawartego, z punktu 5 tegoż kontraktu -
obowiązek kupiciela ponoszenia wszelkich ciężarów gruntowych
mianowicie prestacji [6], dziesięcin, dawania drzewa na opał i
budowle i innych danin dla poddanych, parochów [7], klasztorów,
korporacji i innych funduszów publicznych tak jak dotychczas
były uiszczane - dalej obowiązek dotrzymania służebności co
do poboru drzewa i pasania bydła - z punktu 9 obowiązki
połączone z prawem patronatu - w stanie biernym powyższych
dóbr się intabuluje [8] (...)
28 lutego 1842.
Na rekwizycję Sądu Szlacheckiego Tarnowskiego z dnia 24 grudnia
841 do L. 10913, na mocy deklaracji przez Klementynę w
Sławiańskich Homolatsch imieniem własnym i małoletniego
Aleksandra Homolatsch [9] dnia 10 sierpnia 837 zeznanej - a przez
Sąd Szlachecki Tarnowski jako Instancję kuratelarną
małoletniego Aleksandra Homolatsch dnia 20 grudnia 837 do L.
15921 approbowanej - następujące obowiązki Klementyny i
Aleksandra Homolatsch i tychże spadkobierców na rzecz nowo
erygować się mającego kościoła parafialnego w Zakopanem i
utrzymania parocha tamtejszego po wieczne czasy, już w stanie
biernym dóbr Zakopane wedle Dom. 364 pag. 200 n. 3 on.
prenotowane - a mianowicie:
I. Z punktu 2 powyższego dokumentu obowiązek w drodze
konkurencji [10] wspólnie z poddanymi wsi temuż kościołowi
inkorporowanych [11] utrzymywanie kościoła, probostwa i innych
budynków ekonomicznych [12].
II. Z punktu 3 obowiązek na wybudowanie kościoła i
wspomnianych budynków oddania gruntu dominikalnego [13] w
Zakopanem "Niwa druga" zwanego pod nr top. 1503
położonego, 1150 a.[ustriackich] sążeni [14] obejmującego na
zupełną własność kościoła [15].
III. Z punktu 4 tegoż dokumentu obowiązek na utrzymanie
parocha:
a) odstąpienie części rzeczonego gruntu dominikalnego
"Niwa druga" zwanego 4 morgi [16] przestrzeni
zawierającego na zupełną własność;
b) dawania rocznie kwoty 60 złr. [17] M.K. w półrocznych
ratach dnia 1 stycznia i 1 lipca każdego roku;
c) z lasów dominikalnych 36 sągów niż. [18] austr. drzewa na
opał;
d) prawo paszy dla 6 sztuk bydła i 20 owiec na łące
dominikalnej "mała Łąka" zwanej - wreszcie
e) obowiązek poręczenia za akuratną prestację kontrybucyj od
urzędników i zagrodników dominikalnych - tudzież od
robotników w hucie żelaznej na utrzymanie proboszcza w
Zakopanem uiszczanych po 20 złr, 6 złr i 3 złr 30 kr[ajcarów]
czyli razem 29 złr 30 kr. M.K. w stanie biernym dóbr Ostrowsko,
Dembno, Gronków, Waxmund, Białka, Bukowina, Lesznie czyli
Leśnica, Maruszyna, Ząbsuche. Międzyczerwone, Starobystre,
Ratułów i Brzegi do państwa dóbr Zakopane należących z
klauzulą par. 822 us.cyw. się prenotuje [...]
14 stycznia 1844. Na mocy
dekretu dziedzictwa po ś.p. Emanuelu Homolatsch przez Sąd
Szlachecki w Tarnowie [...]1.11973/841 wydanego prenotacja
obowiązku Klementyny i Aleksandra Homolatsch [...] uskuteczniona
na rzecz kościoła i Plebana w intabulację się zamienia".
Mimo iż starania o utworzenie w Zakopanem parafii podjęła
Klementyna Homolacsowa niebawem po swoim powtórnym
zamążpójściu, dopiero w 1842 r. projekt ten został
przedłożony do aprobaty w Wiedniu. Najjaśniejszy Pan, a raczej
jego urzędnicy nie kwapili się z zatwierdzeniem parafii, co
nastąpiło w 1845 r. Po dwóch latach od tego momentu wybudowano
główną część drewnianego kościoła i zaczęto poszukiwać
kandydata na stanowisko proboszcza.
By przygotować zakopiańczyków do życia we wspólnocie
parafialnej i do praktyk religijnych - wspólnym staraniem
Klementyny Homolacsowej i władz kościelnych sprowadzono pod
Giewont czterech misjonarzy - jezuitów, którzy latem 1846 r.
prowadzili tu misje, odprawiając Msze święte i udzielając
nauk w starej kaplicy przy ul. Kościeliskiej, ufundowanej przez
Pawła Gąsienicę. Poprzednie misje jezuickie odbywały się w
Zakopanem jeszcze za I Rzeczypospolitej (przed kasatą zakonu
jezuitów), kiedy to w 1759 r. ks. Karol Fabiani udzielał
góralom nauk katechetycznych. Liczne były jeszcze wtedy na
Podhalu przypadki mieszania katolicyzmu z wierzeniami pogańskimi
czy wręcz z animizmem - np. za staraniem ks. Karola Fabiani 1
kwietnia 1759 r. ścięto pod reglami "Świętego
Smreka", do którego górale z Zakopanego i okolicy
odprawiali pielgrzymki, by przed nim modlić się o dobre zbiory
i pogodę [19].
Z końcem 1847 r. propozycję swojej osoby na stanowisko
zakopiańskiego proboszcza zgłosił 31-letni wikary z Tarnowa
[20], ksiądz Józef Stolarczyk.
Pochodził z chłopskiej rodziny z Wysokiej koło Jordanowa - a
więc z szeroko rozumianego Podhala. O głowę przewyższający
zakopiańskich gazdów, o tuszy i sile fizycznej proporcjonalnej
do wzrostu, imponował ceniącym "krzepę" góralom.
Znał ich zresztą już z wcześniejszej służby w Nowym Targu
(por. Biografia), jednakże nie na tyle dobrze, by w stosunku do
nich uniknąć przykrych rozczarowań. Zakopiańczycy, według
słów Sabały "nie naprzykrzający się Panu Bogu",
nie byli przyzwyczajeni ani do uczestniczenia w praktykach
religijnych, ani tym bardziej do łożenia na utrzymanie
kościoła i plebana. Jak się wydaje, w większości zupełnie
odpowiadał im dotychczasowy układ, w którym odległość od
najbliższych kościołów w Poroninie i Chochołowie
powodowała, że pojawiali się tam raz, najwyżej dwa razy do
roku. Przy tradycyjnym dla górali umiłowaniu swobody,
jakiekolwiek rygorystyczne stawianie spraw religijnych przez
nowego proboszcza mogłoby tylko zrazić ich do parafii i
kościoła. Wielu dzisiejszych czytelników wspomnień z tamtych
lat dziwi się czy nawet oburza na zbytnie kompromisy między
wymogami religijnymi a tradycją góralską, dokonywane przez
Stolarczyka: bezzwrotne pożyczki udzielane penitentom w zamian
za przyjście do słuchanicy, zgoda na palenie fajek w kościele
podczas przydługich kazań czy - szczególnie często i chętnie
przytaczane przez rozmaitych autorów - zezwalanie na odpalanie
fajki od wiecznej lampki przy tabernakulum. Jeżeli nawet fakty
takie miały miejsce - były to przecież kompromisy w sprawach
drugo- czy trzeciorzędnych, w kwestiach obyczajowych, nie zaś
światopoglądowych i religijnych. Rubaszny pleban, mocujący
się z gazdami na rękę, nie stroniący od rozmaitych fizycznych
przyjemności, praktyczny i rzeczowy, znający się na hodowli
owiec i na wspinaczkach tatrzańskich nie gorzej niż bacowie i
przewodnicy - zjednał dla siebie i dla kościoła znacznie
więcej dusz, niż byłoby się to udało jakiemukolwiek
uduchowionemu ascecie, intelektualiście i filozofowi z rodzaju
tych, jacy w latach późniejszych próbowali (z miernym zwykle
skutkiem) cywilizować Zakopane. Ksiądz Stolarczyk odniósł
wielki sukces - niegdysiejsi prawie poganie są dziś z reguły
praktykującymi chrześcijanami. Mitem jest obiegowy pogląd, że
ksiądz Stolarczyk wybudował stary kościół w Zakopanem,
własnymi rękami nosząc płazy na jego budowę [21] - ale
niewątpliwie jest prawdą, że wybudował Kościół w sercach
zakopiańczyków.
Jednak nie przyszło to łatwo. Wiele musiał przeżyć gorzkich
chwil, zwłaszcza w początkach swej działalności w Zakopanem.
Daje temu wyraz w "Kronice parafii zakopiańskiej", a
także i gdzie indziej.
W aktach kurialnych diecezji tarnowskiej znalazł się dokument
wielkiej wagi - jedyna biografia Józefa Stolarczyka [22] jego
własną ręką pisana. Publikuję ją poniżej po raz pierwszy,
z zachowaniem oryginalnej ortografii i interpunkcji.
Ksiądz Józef Stolarczyk Proboszcz w Zakopanem urodzony dnia
12 lutego 1816 roku we wsi Wysoka ad Jordanów - z rodziców
gospodarzy wiejskich Jędrzeja Stolarczyka i Agaty z Działków.
Pierwsze szkoły elementarne odbył w Jordanowie - Główne
szkoły w Myślenicach, po których ukończeniu został sierotą,
straciwszy Ojca swego. Przy wielkim Matki swej ubogiej wdowy
wysileniu, trzy pierwsze gimnazjalne klasy ukończył w
Podolińcu [23] - nie mogąc tam dłużej dla braku utrzymania
pozostać, zdając się na Opatrzność Boską udał się dalej
do Węgier - gdzie jako w bogatszym kraju łatwiejsze było
wyżywienie - Syntaxę [24] ukończył w Skalnicy - piątą
Retorykę w Tusz Bereńcu - a szóstą Poetykę w Kecskemecie.
Wyszedłszy z ubogiego domu prawie bez odzieży z bardzo lichą
kwotą - przyszedłszy do obcego kraju - między obcy naród -
miał początki bardzo smutne - między innymi dolegliwościami -
musiał się dziennie kawałkiem chleba za dwa dawne grajcary
w.w. [25] kupionym przez sześć tygodni zaspokajać - który to
chleb z grzaną wodą - wyżebrawszy do tego soli - pożywał -
aż przecież od Profesora swego bliżej poznany i w opiekę
wzięty lepszego losu doznawał - nareszcie nauczywszy się
języka węgierskiego i obeznawszy się z tamtejszymi stosunkami
- nienajgorzej - nawet dobrze mu się powodziło. Dwa lata
Philozofii ukończył w Tarnopolu pod "Lewitami", od
których wiele się nauczył - zdawało mu się bowiem - że się
dopiero uczyć poczyna a co więcej nader zbawiennego wpływu
doświadczył. Który do dziś dnia tkwi w sercu i duszy.
S.Teologię kończył w Seminarium w Tarnowie pod przesławnym
Rektorem tego zakładu na teraz Prałatem Kat.Tar. i Prał.
Apost. Drem S.Theologii Michailem Krolem. Któremu również mam
bardzo wiele do zawdzięczenia Tak ze względu Jego wielkiej
erudycji. Którą przyświecał i nas oświecał - jako też z
znamienitego przewodniczenia - ucząc nas kapłańskiej karności
i innych cnót kapłanowi potrzebnych - czego do dzisiaj miłe
wspomnienie - bo się później okazało - jaką to
opatrznością było, że się pod tak wielkim mężem cztery
lata przebywało -. Wyświęcony na kapłana przez Jaś. Wiel.
ks. Biskupa Wojtarowicza dnia 28 sierpnia 842 roku - Po
wyświęceniu był aplikowany do Makowa - gdzie do ostatniego
stycznia 843 pozostał - Z Makowa przeniesiony do Nowego Targu -
tam jako kooperator i katecheta pozostał aż do marca 847 roku.
Zawichrzeń 846 roku był wprawdzie nietknięty, jednak wiele
ponosić musiał nieprzyjemności [26]. Z Nowego Targu
przeniesiony do Tarnowa jako Wikary Katedralny - dokąd dnia 9
kw. 847 zdążył. Tam oprócz obowiązków Wikarego udzielał
Religii w prywatnym zakładzie ubogich dziewcząt na Stradomiu. W
Tarnowie li tylko był bez kilku dni miesięcy osiem. Po
największej części z namowy ks. Józefa Wilczka na tedy
Profesora pastoralnej Theologii - swego poprzedniego Profesora -
którego serdeczność - i pożyteczne bo praktyczne protekcyje
są zawsze w pamięci podał się na nowokreowane Beneficjum w
Zakopanem. Na rekomendacyję natenczas ks. Kan. Krola Beneficjum
to otrzymał - 30 listop. 847 roku nań instituowany z - 6 stycz.
848 installowanym został. Z Tarnowa do Zakopanego przybywszy w
nader smutnym znalazł się położeniu albowiem niewielkiej
oprócz tylko zbudowanej kaplicy - nic więcej nie zastał - ni
kościoła [27] - ni mieszkania - ni Inwentarza - a to najgorsze
- ciemny - gruby lud - Którzy na nowoprzybyłego Księdza - i to
jeszcze przez Dziedziczkę z którą wiedli zacięty proces -
prezentowanego z daleka i z ukosa poglądali. Poniewierać się
konieczne było pod jednym dachem u gospodarza [28]. Żyć w
ścisłym tego słowa znaczeniu nie było z czego, a Kredensa
kościelnego nie było bo do tego parafianie przyzwyczajeni nie
byli - żądać od nich było nieporada - by nie powiedzieli -
że nasz Ksiądz przyszedł zdzierać - O sporządzenie Cmentarza
potrzeba było dopiero u Wys. Rządu się upominać - co
rychłego nie odnosiło skutku [29]. Całe plebana utrzymanie
wynosiło 170 r. z Kasy rządowej i 90 r. M.K. ze skarbu Państwa
[30]. Kilkakrotnie przychodziła myśl rezygnowania - ale tę
myśl paraliżowała z łaski Bożej nabyta wiara i to
przypominanie - jeszcze gorzej Misjonarzom bywa i mnie samemu w
szkołach jeszcze gorzej bywało - zresztą może Bóg da
inaczej. Rzeczywiście - im lud więcej się religijnie
oświecał i do Kościoła przyzwyczajał - to przez
nabożeństwa i nauki - to przez odwiedzanie ich i naumyślne
pogadanki z nimi tym się lepiej Plebanowi dziać poczynało. W
pierwszym czasie przestronno było we dni świąteczne w kaplicy
[31] - po kilku zaledwie latach kościółek pobożnych nie
pomieści - Po wielkich utrapieniach i mozołach przez długie
lata doprowadził ks. Pleban przy cierpliwości i nie zrażaniu
się do tego, że teraz Inwentarz sporządzony. Plebania [32]
dosyć wygodna - dla organisty pomieszkanie i szkółka [33],
cmentarz kamieniem oparkaniony. Lud, co litery nie znał i gęby
w kościele otworzyć nie umiał prawie wszystek czytać umie, a
śpiewem zachwyca przebywających tu latem gości [34]. Lecz na
to potrzeba było dwadzieścia przeszło lat pracy - zdatniejszy
może by był jeszcze do czegoś większego doprowadził - A
czego się sam Pleban nigdy nie spodziewał żeby mógł kiedyś
przyjść do tego - iż by podróż tak daleką do świętej
ziemi - Egiptu - Carogrodu [35] i Rzymu mógł odprawić, co się
przecież 1870 roku stało. Teraz nic nie pozostaje tylko Panu
Bogu za wszystko podziękować i o nowym Kościele myśleć - co
też i robić poczyna się. Po kan. Biskupiej Wizycie w r. 1865
Expositorio Canonicali [36] - zaszczyconym został zaś dalszą
przyszłość swą składam w ręce Opatrzności Boskiej.
Pleban w Zakopanem
Z wielkim trudem tworzył ks. Stolarczyk podwaliny cywilizacji
zakopiańskiej. Początkowo w pracy tej był samotny. Od lat 60.
ub.w. współdziałał z coraz liczniej przybywającymi pod
Giewont letnikami i turystami. Z biegiem czasu stał się
naturalnym łącznikiem między przybyszami a góralami,
prowadził rozległą korespondencję ze stałymi bywalcami
Zakopanego, a także z tymi, którzy do modnego letniska się
dopiero wybierali i, nie mając zamówionych kwater, zwracali
się o pomoc w tej sprawie do słynnego w całej Polsce
proboszcza. W sezonie na plebanii bywało tłoczno: każdy
przybysz uważał za swój obowiązek odwiedzić
"Jegomościa", u niego dowiadywano się o to, kto
ostatnio przybył pod Giewont, tu wreszcie umawiano się z
przewodnikami na wycieczki.
Ksiądz Stolarczyk pośredniczył także w załatwianiu
interesów. Oto gdy Walery Eljasz-Radzikowski [37] zamierzał
przystąpić do budowy kolejnego domu w Zakopanem, zwrócił się
o pomoc w zakupie gruntu do zakopiańskiego plebana. W archiwum
Witolda H.Paryskiego zachował się list ks.Stolarczyka do
krakowskiego malarza, który warto tu przytoczyć:
Zakopane, 12/I 887
Kochany Panie Profesorze!
Z Michałkiem taka sprawa: teraz nic sprzedawać nie będzie - bo
Mu Córka nie da. Atoli owa córka jest przeznaczona na
Nauczycielkę koronek do Muszyny, więc jak się tam osiedli,
albo się jej gdzie za mąż trafi - to na tedy sprzeda wszystko.
Michałek mię prosił - żeby się Panu Profesorowi od niego
kłaniać i napisać, żeby Pan Profesor zechciał do lata
poczekać - powtarzał - nic mnie nie zmusza do sprzedarzy [!].
Z mej strony dodaję, że bieda teraz u nas coś z gruntu
kupować, bo jak się co trafi, to sami swoi między sobą
wydzierają i jeden nad drugiego podwyższa. Kiedy coś - o tym
powiem, ale natenczas więcej w tym względzie nie mogę pisać,
bo więcej nie mogłem zrobić. A ja gdym zaczął Michałka
namawiać - to Agniesia córka zaczęła płakać.
U nas jak bywało po dawnemu - jak słyszę dla Klimatyki podobno
mało kto przyjedzie, więc domy nasze będą stały puste - jak
to nastąpi to i place stanieją.
My tu jeszcze nic w polu nie robimy, wszędzie śnieg i nie taje.
Ja kiepski na zdrowiu - poczyna się dychawica i nogi
słabocieją. Więc tego roku z wojny nic - a mnie się zdaje,
że się już nie doczekam.
Ukłony i życzenia posełam i pragnę, abyśmy się zdrowi
zobaczyli jak najprędzej.
Całuję Pana Profesora serdecznie
z przywiązaniem
Rok później Stolarczyk donosił Eljaszowi o zakopiańskich aktualiach. Oto w trakcie załatwiania była sprawa wykupu dóbr tatrzańskich, zagrożonych zagarnięciem przez pruskiego magnata Christiana Hohenlohe lub nowotarskiego Żyda Jakuba Goldfingera. List pochodzi z tego samego archiwum.
Zakopane, 13/I 888.
Kochany Panie Profesorze!
Zaczynam od tego, co u mnie najważniejsze - Ot, życzę Wam z
całą familiją przy zdrowiu szczęśliwego powodzenia i
przybycia w dobrym humorze pod Gewont. Malkontenci niech tu nie
jeżdżą - obejdzie się. Co do Dóbr T. [atrzańskich] to
Dęmbowski [!] z Pławickim posłem krzątają się - a te ich
plany w mojej głowie zdają się być niepodobne n.p. żeby się
chłopi z 100.000 przyczynili do kupna - w tym celu Dęmbowski
wysłał dwóch górali do Lwowa - Ci Panowie zapominają o tym -
oni się pytają - którzy chłopi - skąd sto tysięcy - i w
jakim celu chcieliby chłopi gdyby mieć lasy - oto zaraz
poszarpać, podzielić i zniszczyć.
Tu z chłopami niewielkie możebności - ale tym Panom inacz się
zdaje - ale może być - że się mylę - zobaczymy.
Kto kupi - a przecieżby pożądanym było - żeby swój - to
podług mnie - przy gospodarności - jak my tu rozumiemy nie
straci - i procenta mieć będzie - bo gdyby tak nie było - toby
się żydzi koło tego nie kręcili - i to tacy co te rzeczy z
gruntu znają. Polacy trudni ciężcy do takich rzeczy - niestety
bywają.
Kto wie czy mię już jako Plebana zastaniecie - Tu by potrzeba
młodego - ja już na lato nie wystarczam, nie zadawalniam
ilości gości - potrzeba tu zdolniejszego i t.d.
W wojnę nie wierzę - bo Austrya nie zechce sama - a Niemcom nie
ma co wierzyć - więc ustąpi - już Węgrzy leko [!]
przemawiają - zresztą któż może wiedzieć Opatrzności
boskiej zamiary.
Po ludzku sądząc - Wy możecie coś więcej miarkować - jako w
fortecy - można przecież coś wywnioskować.
U nas śniegi, mrozy lżejsze o 5 stop. Reum. jak na dolinie i u
nas lud zdrowy - u wszystkich dorosłych nie mieliśmy oprócz
kilku dzieci umarłego - dzięki Bogu - teraz zachorował
Staszeczek i Walczacka Michałowa i to mocno.
Pani [... - słowo nieczytelne]. Pana teściowi ukłony -
Stasiowi z resztą Błogosławieństwa - Proszę Stanisława -
Panicza i znajomych pozdrowić -
Całuję Pana serdecznie Przyjaciel
Co do Rzeźbiarza.
Po wypytaniu się tu i owdzie pokazuje się i sam Neużil
poświadcza - że jeden jest Józef Kaspruś - któryby potrafił
zadowolnić.
Zakopianie nie lubią z domu wychodzić - Ci co byli - nie bardzo
się chwalą.
Najlepiej by było wezwanie do wszystkich zrobić - ale zaraz i
warunki dodać.
Do zobaczenia listowego. [39]
Już za życia trafił ks. Stolarczyk do legendy, opiewany w
licznych korespondencjach prasowych z Zakopanego, a także w
klasycznej literaturze tatrzańskiej (M.Steczkowska,
W.Eljasz-Radzikowski, St.Witkiewicz). Był także świetnie znany
szerokiemu gronu członków Towarzystwa Tatrzańskiego, którego
był nie tylko aktywnym członkiem, ale wręcz jednym z
założycieli: obok Feliksa Pławickiego, Bolesława
Lutostańskiego i Tytusa Chałubińskiego brał udział 3
sierpnia 1873 r. w owym słynnym przyjęciu w zakopiańskim
Zwierzyńcu, wydanym przez ówczesnego właściciela dóbr
zakopiańskich Ludwiga Eichborna na cześć jego gościa,
właściciela Szczawnicy Józefa Szalaya, kiedy to postanowiono
utworzyć Towarzystwo Tatrzańskie. Był potem ks. Stolarczyk
członkiem Wydziału (zarządu) TT oraz różnych jego organów -
m.in. wchodził (obok W.Eljasza-Radzikowskiego i E.Janoty) w
skład komisji do ustalania nazw w górach, powołanej do pomocy
przy tworzeniu polskich map tatrzańskich. Uznawano w ten sposób
jego wybitną znajomość Tatr.
Był bowiem ks. Stolarczyk jednym z najwybitniejszych taterników
swojej epoki. Zwiedził wszystkie najważniejsze szczyty i
przełęcze i "wychował" całą plejadę góralskich
przewodników, na długo przed oficjalnymi działaniami
Towarzystwa Tatrzańskiego w tej sprawie podejmując dzieło
przekształcenia dawnych kłusowników, poszukiwaczy skarbów i
juhasów w fachowych przewodników górskich. Swymi
doświadczeniami tatrzańskimi dzielił się chętnie zarówno z
przybywającymi do Zakopanego turystami, jak i z innymi
członkami TT. Jest autorem cytowanego do dziś, bardzo
interesującego opisu swej wycieczki na Gerlach [40], odbytej w
1874 r., opublikowanego w krakowskim "Czasie" w 1875 r.
i przedrukowanego rok później w "Pamiętniku Towarzystwa
Tatrzańskiego" pt. Wycieczka na szczyt Gerlachu"
Był Stolarczyk także w pewien sposób prekursorem utworzenia
górskiego pogotowia ratunkowego - nie występując wszakże
bynajmniej w roli ratownika... Walery Eljasz-Radzikowski w swych
"Szkicach z podróży w Tatry" (1874 r.) opisuje
samotną wyprawę ks. Stolarczyka granią Długiego Giewontu: Siedząc
jak na siodle, po grzbiecie turni posuwał się granią od
wschodu naprzód, napotykając szczeliny. Przebywszy taką
jedną, którą ze wsi widać w kształcie małej szczerbki,
znalazł się w miejscu, skąd naprzód, ani w tył ruszyć dalej
nie mógł, wisząc nad przepaściami z dwóch stron. Z
potarganą odzieżą, pokrwawiony na ciele, zawisł ksiądz
Stolarczyk na wysokości około 5900 stóp z małą nadzieją
ocalenia życia. Nie pozostało mu już nic innego jak krzyczeć,
co sił starczy, aby go usłyszał jakiś juhas, szczęśliwym
zdarzeniem w te strony zagnany i pomocy użyczył. Tym razem
szczęście zabłąkanemu posłużyło. Juhasi posłyszeli głos,
przybiegli na ratunek i z pomocą liny wydobyli z matni swego
proboszcza.
Bywał więc ksiądz Stolarczyk wręcz nieostrożny... Poza tą,
miał i inne wady. Z punktu widzenia dzisiejszych kryteriów
kościelnych był zapewne człowiekiem zbyt
"światowym". Porywczy, impulsywny i uparty, nie
gardził dobrami i przyjemnościami doczesnymi. Wieść gminna
przypisuje mu niestosowne jego duchownemu statusowi
zainteresowanie płcią piękną, a przedstawiciele kilku zacnych
zakopiańskich rodzin głoszą o sobie, że są w prostej linii
potomkami dzielnego plebana. Może także zbytnio skupiał się
na materialnej stronie swego zawodu - ale wiemy przecież, z
jakiej biedy wyrósł.
Tępił zbójnictwo, które w jego czasach niewiele już miało
wspólnego z rycerskością á la Wilhelm Tell czy
Rinaldo Rinaldini, znaną nam z opisów działalności
Tetmajerowskiego Janosika. Stolarczyk nie patrzył na zbójnicką
tradycję okiem literackiego pięknoducha, lecz jako proboszcz,
odpowiedzialny za morale swoich "owieczek". Tępił
więc kult kradzieży, zabójstw i hulanek zbójnickich, którego
bohaterami byli po prawdzie nie tyle legendarni zbójnicy, ile
zwykli rozbójnicy, napadający na słabych, niezdolnych do
obrony, na osoby samotne czy nawet kobiety (por. w tekście
Kroniki i przyp. 125). Niestety, Stolarczyk niszczył sam i
kazał niszczyć przejawy tego kultu także w sferze sztuki -
cenne dla ludowej kultury góralskie obrazy malowane na szkle, w
których tematyka zbójnicka irytowała go zresztą tak samo jak
i religijna - w modleniu się do "świętych
góralskich" widział wręcz bałwochwalstwo. Był w tej
pracy tak sumienny, że z końcem XIX wieku w Zakopanem nie
ocalało więcej jak kilka tych tak charakterystycznych dla
sztuki Podhala obiektów. I gdy w latach późniejszych, m.in. za
sprawą Konstantego Steckiego seniora i Heleny Roj-Kozłowskiej
chciano ożywić tradycję malowania na szkle - dawnych wzorów
trzeba było szukać w odległych wsiach zagubałowskich, gdzie
wpływy (i ciężka laska...) ks. Stolarczyka już nie sięgały.
Pierwszy zakopiański proboszcz był świadkiem i czynnym
uczestnikiem blisko półwiekowego rozwoju Zakopanego w
zasadniczych dla historii uzdrowiska pod Giewontem latach II
połowy XIX wieku. Na jego oczach dokonywało się tworzenie
podstaw zakopiańskiej legendy. Widział największy rozkwit - i
postępujący upadek huty żelaza w Kuźnicach. Współtworzył
zakopiańskie letnisko, funkcjonujące od połowy XIX stulecia. Z
radością obserwował, jak się sława Tatr coraz bardziej
rozszyrza (Kronika), m.in. za sprawą pierwszych
szczegółowych opisów Marii Steczkowskiej, Eugeniusza Janoty i
Walerego Eljasza-Radzikowskiego. Był już bliski
sześćdziesiątki, kiedy - jak to się potocznie a nieprawdziwie
mówi - dr Tytus Chałubiński "odkrył" Zakopane. W
latach 70. ubiegłego wieku stał się Stolarczyk już jednym z
wielu mężów opatrznościowych Zakopanego, których staraniem
powstało i rozpoczęło jakże ważną nie tylko dla turystyki
działałność Towarzystwo Tatrzańskie.
Sam stworzył w Zakopanem podstawy oświaty. W posiadaniu parafii
Najświętszej Rodziny w Zakopanem, w tomie zatytułowanym
"Książka do zapisywania Rozchodów i Dochodów na nowo
mający się murować Kościół w Zakopanem 1875"
znalazłem na pierwszych trzech stronach wpis ręką ks. Józefa
Stolarczyka dokonany:
Założenie Szkoły
Parafialnej i jej powodzenie aż do r. 1866 inc [lusive].
Zaraz z nastaniem Parafii 7-o Stycznia 848 zaprowadziłem
szkołę - obowiązując Organistę na ten czas Jana
Sławińskiego do udzielania początkowych nauk elementarnych -
oprócz dwojga ludzi - nikt wtedy w Parafii nie umiał czytać -
Ponieważ budynku szkolnego nie było - zgromadzały się dzieci
w domu Katarzyny po Janie Bachledzie alias Tadówki - dokąd i ja
co dzień tak dla dozoru, jak i udzielania Religii uczęszczałem
- szła szkolna nauka dosyć pomyślnie - dzieci skorzystały,
dlatego i Parafianie w szkolnej nauce zasmakowali i większy
pochop do posyłania dzieci brali. Organista jako Nauczyciel nic
od parafianów za to nie pobierał - tylko wspaniałomyślność
W.P. Homolaczów 60 R.C.M. rocznie dla nauczyciela przeznaczyła
i tym sposobem los takowego i utrzymanie zabezpieczonym zostało.
Roku 1849-o była szkoła u Macieja Szaflaka nieco bliżej przy
Kościele - Ten sam nauczyciel. Roku 1850-o znów była u Jana
Gładczana. Wtedy sam ks. Pleban tak Religii jako i innych nauk
udzielał - gdyż Organista prywatne lekcyje w Hutach udzielał.
Roku 1851-o już szkoła odbywała się w domu dla organisty
przeznaczonym. Organista i nauczyciel Szczepan Mrożek.
Roku 1852-o ten sam nauczyciel Szczepan Mrożek.
Roku 1853-o aż do 1858-o i to do 9-o Grudnia był Nauczycielem
Jan Sławiński - od 9-o Grudnia Roku 1858 aż do Marca 31-0 1863
był Nauczycielem Tomasz Gołąb - licho uczył - lecz musiał
być cierpiany - gdyż innego dostać nie można było.
Od 31-o Marca 1863-o jest Nauczycielem Leopold Czubernat, który
dotychczas kiedy to piszę 1-o sierpnia 866-o dosyć dobrze
obowiązek nauczycielski i Organistowski wypełniał.
Do Roku 1858-o Nauczyciel Parafialny pobierał jako już wyżej
wspomniano 60 R.CM z puszki brackiej hutniczej - Ale gdy w hutach
szkołę trywialną założono, więc i te 60 R.CM cofnięto i
Nauczycielowi Parafialnemu nie wypłacano, ponieważ
intabulowaną i ubezpieczoną owa kwota nie była.
Natomiast zjechał c.k. adjunkt Powiatowy Wessely sprawy szkolne
mający na kommisyję i razem z Plebanem przeprowadził, iż po
niejakich trudach 60 R.AW. Gminy Zakopane i Kościelisko
Nauczycielowi ofiarowały.
Atoli ponieważ Olcza jest oddaloną i tamte dzieci w zimie
uczęszczać nie mogą aże ku kościoły [!] - dlatego priwatnie
rozrządziłem, iż 49 R. pobiera nauczyciel przy Kościele, zaś
12 R.AW. wypłaca Gmina Zakopane Nauczycielowi w Olczy, gdzie
równie filialną szkołę ustanowiłem - aby i ta część
Parafii odłogiem nie leżała. Dokąd równie uczęszczano -
Pierwszego roku wskrzeszenia tej szkoły zapłaciłem sam
Nauczyciela - gdyż Olczanie nie jeno nic dać nie chcieli - ale
się szkoły obawiali - później przekonawszy się o korzyści
nieco - do wyżej wspomnianych 12 R.AW sami dopłacają.
Nauczycielem w Olczy był Jędrzej Cipka alias Garalowski z
Garalówki.
Nauczyciele wszyscy tu wspomniani nie są nominowani.
Szkoła Trywialna w Hutach.
Wiel. P.Homolacze dla pomnożenia oświaty i dobra robotników w
Hutach postanowili szkołę trywialną w Hutach wskrzesić. Co
też i do skutku doprowadzili Roku 1860 przeznaczając na ten cel
główny [?] budynek z przyrządami szkolnymi jako też
pomieszkanie dla Nauczyciela Opał [?] i 350 R.AW z puszki
brackiej. Konsens wyrobiono na 6 lat od k...salii [?] Rządu,
który to czas z rokiem szkolnym 1866-ym się kończy - Co dalej
będzie nie wiem.
Nauczycielem pierwszym był Andrusikiewicz. Drugim Wojciech
Michna. Przy tej sposobności nadmieniam, iż dla szkoły
Parafialnej W.P. Homolacze dają co rok 6 sągów drzewa - Na
organistówkę w której i szkoła się utrzymywała dali to samo
Państwo potrzebne drzewo a Parafianie wystawili. Ale ponieważ
za ciasną owa szkoła się pokazała, więc 1866-o roku takową
powiększono - na co znowu połowę drzewa dali W.P. Homolacze, a
połowę Parafianie.
W późniejszych latach ks. Józef Stolarczyk uczestniczył
w zakładaniu pierwszych na Podhalu szkół zawodowych -
snycerskiej i koronkarskiej.
Za jego czasów Zakopane stało się w 1867 r. osobną
autonomiczną gminą, a w dwadzieścia lat później -
uzdrowiskiem. U schyłku swego życia oglądał ks. Stolarczyk
początki żywiołowego potem rozwoju stylu zakopiańskiego i
przekształcenia się zabitej deskami wioski w "polskie
Ateny i polski Piemont", w coraz modniejszą "letnią
stolicę Polski". Nie był z tej mody, ani z kurortowej
kariery zbyt zadowolony...
Świadectwem pionierskich czasów Zakopanego jest spisywana przez
kilkadziesiąt lat kronika parafialna. Dokument ten, jeden z
najważniejszych zabytków Zakopanego, przechowywany jest z
pietyzmem w kasie pancernej zakopiańskiego archiwum
parafialnego. Jest to niegruby tomik, oprawny w brązową
okładkę z grubej tekury, zaopatrzony w wymyślną naklejkę z
napisem Liber memorabilium sive historiae Parochiae
ab 1848 - Księga pamiątek czyli historia Parafii
od 1848. Oprawiony przez introligatora tom, o wymiarach 37,5 x 24
cm, zawiera ogółem 46 kart lekko przyżółconego czerpanego
papieru, najwidoczniej ciętego z większego arkusza: niektóre z
kart mają wyraźny znak wodny M.M. n.7. Tylko 24 strony
są zapisane czarnym atramentem, niestarannym, nierównym pismem
przez pierwszego zakopiańskiego proboszcza. Nie owijając w
bawełnę - skrobał ks. Stolarczyk jak kura pazurem: pierwsza
strona jest jeszcze stosunkowo wyraźna, zapisana ciasno, litery
mają staranne, nieraz wręcz kunsztowne wykończenie. U jej
końca wszakże zacny pleban jakby porzucił nadzieję na
dotarcie w zbożnym dziele kaligrafii do końca swej notatki,
zaś na następnych wyrazy są bardziej rozwlekłe, litery
niewykończone (nie używa np. Stolarczyk kreski nad
"ó"), a na kartach niemało widzimy
"żydów", czyli kleksów. Jednakże prawie w ogóle
nie ma skreśleń, a pismo, poza kilkoma wyjątkami, nie
nastręcza trudności przy odczytywaniu.
Kronikę parafialną zaczął ks. Stolarczyk spisywać dopiero po
kilku latach swej działalności zakopiańskiej - prawdopodobnie
ciężkie kłopoty dnia codziennego, doskwierające mu niewygody
i trudy pracy duszpasterskiej nie pozwalały na imanie się
pióra. Pierwsze retrospektywne notatki dotyczące
najwcześniejszych lat sprawowania posługi w Zakopanem pochodzą
najprawdopodobniej z roku 1854. W kilku następnych latach (ale
też nieregularnie) zapisywał proboszcz na zakończenie roku
swoje refleksje na temat najistotniejszych, albo najbardziej w
jego pamięci utrwalonych wydarzeń minionych. Od 1864 r.
zazwyczaj sporządza już krótkie notatki na temat bieżących
wydarzeń, choć czasem poprzestaje na jednozdaniowym
podsumowaniu roku, lub też nie pisze wcale. Przestaje pisać w
roku 1890, gdy podeszły wiek i choroby już go zbyt
przytłaczają.
Pierwsze dwa zapisy, oba na pierwszej stronie, zredagowane są po
łacinie. Łacińskie wtręty sporadycznie trafiają się i w
dalszym ciągu tekstu, pisanego już po polsku. Jest to, co
prawda, łacina dość siermiężna, choć na ogół poprawna.
Stolarczyk jak na owe czasy w ogóle był poliglotą: poza
łaciną znał niemiecki i biegle mówił po węgiersku. W
tekście napotykamy sporo galicyzmów, w tym powszechne dla tej
dzielnicy nadużywanie wielkich liter (ale np. "Bóg"
jest pisany niekiedy małą literą!) oraz czasem mocno
powikłaną składnię. W "Kronice" - podobnie jak w
"Biografii" - mamy do czynienia ze swoistą
Stolarczykową interpunkcją, w której myślnik zastępuje
przecinek, czasem kropkę i inne znaki.
Układ (do 1865 r. bez wyróżniania roku w nagłówku,
łączenie kilku lat w jednym podrozdziale: 1874-80, 1884-87) i
wygląd zewnętrzny Liber memorabilium,
a także pewna przypadkowość zapisów (umieszczanie rzeczy
drobnych i bez znaczenia przy równoczesnym pomijaniu kluczowych
dla dziejów parafii i Zakopanego wydarzeń) sugerować by
mogły, iż dokument, z którym mamy do czynienia jest jedynie
brulionem właściwej kroniki, której staranne opracowanie
odkładał ksiądz Stolarczyk do sposobniejszej chwili. Możliwe
- ale zapewne już w latach 60. przestał się łudzić, że
kiedykolwiek będzie miał na to czas: na kartach tego mniemanego
brulionu pojawiają się wtedy dopiski - adnotacje kolejnych
wizytatorów parafii, w randze dziekana, a potem biskupa. Wtedy
więc "Kronika" nabiera niejako charakteru urzędowego.
Pisząc swą "Księgę pamiątek" jest Stolarczyk
świadom podejmowania dzieła na użytek przyszłych pokoleń -
nieraz spotykamy na jej kartach uwagi: może się kiedy to
następcy mojemu przyda, może ta notatka posłuży komu na co,
zapisuję na użytek przyszłych plebanów... Podchodząc do
sprawy sub speciae aeternitatis jest zarazem bardzo
skromny - o sobie pisze tylko to, co jego zdaniem jest niezbędne
lub pouczające, w myśl wyrażonej w "Kronice" zasady:
Byłoby bardzo wiele do opowiadania, ale tego nie piszę,
żeby się nie zdawało, że chcę o sobie coś dużego
powiedzieć...
Głównym tematem zapisków Stolarczyka rzadko tylko są wielkie
czy przełomowe wydarzenia z dziejów Zakopanego. Na kartach
"Kroniki" nie znajdziemy ani słowa o pierwszych
książkach - przewodnikach po Tatrach Janoty czy Eljasza, nie
przeczytamy o powołaniu Towarzystwa Tatrzańskiego, o utworzeniu
poczty czy nawet o nadaniu Zakopanemu statusu stacji klimatycznej
(czyli uzdrowiska). O Chałubińskim wszystkiego dwa zdania, i to
tylko z pierwszego roku jego zakopiańskiej działalności. Mało
o szkołach - o koronkarskiej nic zgoła, o snycerskiej tylko
opis poświęcenia nowego jej gmachu. Najwięcej miejsca pleban
poświęca na sprawy codzienne, ale mające zasadniczy wpływ na
życie jego parafian. Opisuje pogodę (częściej - niepogodę),
urodzaje (częściej - nieurodzaje), wzdycha do Boga, by
zechciał odwrócić klęskę głodu lub choroby, przedstawia
smutne skutki upadku moralności, rozboje, kradzieże,
nieszczęśliwe wypadki. W większości zapisków widzimy
proboszcza jako zapobiegliwego gospodarza, jednego z
zakopiańskich gazdów, wyczulonego na najważniejsze sprawy
parafian - swoich sąsiadów.
Jakże niesprawiedliwe i nieprawdziwe słowa pisał o księdzu
Stolarczyku Jalu Kurek, którego powieści tatrzańskie,
niestety, w dużym stopniu kształtują "wiedzę" o
Zakopanem wśród szerokich rzesz - także wśród
zakopiańczyków: Chowany w szkole kleru, idącego zawsze z
możnymi, lojalny, wierny wobec rządzących, nie dopuszczał do
siebie głosu sumienia. Trwożliwy a zdyscyplinowany, był
posłusznym wykonawcą instrukcji biskupiej z Tarnowa. Choć
mówił gwarą góralską, bo pochodził z górali, nie siedział
w ich mózgach, w ich sercach, nie rozumiał ich krzywd, ich
tęsknot, nie był z nimi. Albowiem kto był z panami, nie był z
chłopami. On był przyjacielem panów. On był z Panem Bogiem,
który jest może Bogiem maluczkich, ale idzie zawsze z panami
[41].
Można by uważać, że pisarz nie czytał Stolarczykowej
"Kroniki", gdyby nie to, że z niej właśnie czerpał
część wątków historycznych swej powieści. Zapewne tę, jak
i wiele podobnych elukubracji tłumaczy data pierwszego wydania
"Księgi Tatr" - 1955 r., oraz, zapewne, światopogląd
autora. A przecież właśnie na kartach Liber
memorabilium... widać wyraźnie, jak bardzo ks.
Stolarczyk rozumiał górali, jak bardzo był z nimi.
Niniejsze wydanie kroniki księdza Stolarczyka jest piątym z
kolei. "Odkrywcą" jej był Michał Brenstein, który w
1901 r. na łamach "Przeglądu Zakopiańskiego"
opublikował jej omówienie [42]. W 1915 r. w Krakowie ukazał
się pełny tekst "Księgi pamiątek", opublikowany
przez prof. Adama Wrzoska, znanego biografa Chałubińskiego
[43]. Właśnie prof. Wrzosek nadał zapiskom Stolarczyka tytuł
"Kronika parafii zakopiańskiej", który powszechnie
został przyjęty dla określenia tego dokumentu. Ta właśnie
publikacja została w całości przedrukowana w pierwszym numerze
"Rocznika Podhalańskiego", który ukazał się w 1921
r. nakładem Muzeum Tatrzańskiego [44]. Wydanie krakowskie pracy
Wrzoska stało się podstawą opublikowania "Kroniki" w
5. numerze "Watry" - organu Studenckiego Koła
Przewodników w Krakowie [45].
Obecna publikacja jest pierwszym krytycznym wydaniem
"Kroniki". Opieram się na tekście oryginalnego
rękopisu ks. Józefa Stolarczyka, udostępnionego mi łaskawie
przez ś.p. ks. Władysława Curzydłę, zakopiańskiego
proboszcza i dziekana, który serdecznie interesował się
właściwym spopularyzowaniem tego dzieła.
W porównaniu do wydania prof. Wrzoska - w kilku miejscach
podaję inne tłumaczenie łacińskiego tekstu, inaczej też
odczytuję niektóre wyrazy. Przywracam oryginalną gramatykę i
składnię oraz szyk wyrazów, które prof. Wrzosek
niejednokrotnie poprawiał na bardziej "literackie".
Podaję (opuszczone przez A.Wrzoska) teksty marginaliów
powizytacyjnych. Zachowuję interpunkcję i ortografię
oryginału, jedynie wprowadzam "ó" tam, gdzie
Stolarczyk opuszcza kreseczkę, zaś "nie" z
czasownikami piszę rozdzielnie (u Stolarczyka czasem łącznie).
Uwagi w nawiasach okrągłych pochodzą od Stolarczyka, w
kwadratowych - ode mnie.
Pierwsza edycja tej publikacji ukazała się w 1986 r. staraniem
Wydawnictwa PTTK "Kraj". Drugie wydanie w 1997 r.
opublikowane przez "Wydawnictwo Górskie" (przygotowane
z okazji 150-lecia parafii zakopiańskiej) zostało poszerzone o
kilka tekstów oryginalnych w części wstępnej (listy
Stolarczyka do Eljasza, uwagi o początkach zakopiańskiego
szkolnictwa), ponadto przejrzano i poprawiono komentarz. Niniejsza edycja poprawia drobne błędy poprzednich i nabiera kształtu, stosownego dla sieci internetowej.