Społecznikowski demon Zakopanego

Zaruski - autoportretWitkacy pisał, że demonizm Zakopanego powoduje u jednych kompletne osłabienie woli i niechęć do jakiejkolwiek pożytecznej pracy. U innych - ewokuje niesłychaną aktywność w wielu różnych dziedzinach, która jednak zazwyczaj gaśnie szybko jak słomiany ogień. Jednakże ludzie pokroju Żychonia i Zaruskiego nie poddawali się rozkładowemu działaniu ptomain zakopianiny i byli prawdziwymi demonami społecznikostwa.
Mariusz Zaruski jeszcze przed przyjazdem do Zakopanego związał się z Towarzystwem Tatrzańskim - organizacją, mającą co prawda siedzibę w Krakowie, ale przecież w Zakopanem i w Tatrach rozwijającą najżywszą działalność. Od 1907 roku, jako mało wówczas znany współorganizator Oddziału Narciarzy wszedł w skład Wydziału TT i sprawował funkcję członka najwyższych władz Towarzystwa przez lat kilkanaście bez przerwy. W tym samym roku Zaruski zapisał się do najstarszej z sekcji TT - Turystycznej. W 1908 roku został wybrany do jej zarządu, ale w dwa lata później, w okresie intensywnych polemik z Romanem Kordysem i innymi "himalaistami" wycofał się z bliższej współpracy z Sekcją, zaprzestał nawet nadsyłać do "Taternika" wykazy odbytych przez siebie wycieczek. Z pismem tym zresztą bliżej współpracował tylko w pierwszych trzech latach jego istnienia. Przed pierwszą wojną powrócił na rok do zarządu Sekcji Turystycznej.
Głównymi organizacjami, w których najbardziej intensywnie działał Zaruski, były Sekcja Narciarska TT i Tatrzańskie Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe. Odgrywał także doniosłą rolę w organizowaniu i kierowaniu innymi Sekcjami, które szybko powstawały w rozwijającym się intensywnie przed I wojną Towarzystwie Tatrzańskim. W 1910 roku powstała Sekcja Przyrodnicza, w 1911- Ludoznawcza, w 1912 - Ochrony Tatr - i w 1913 - Sekcja Przyjaciół Zakopanego.
Z ramienia Sekcji Przyrodniczej - a także Turystycznej i Narciarskiej, Zaruski wygłaszał często ilustrowane przeźroczami i fotografiami odczyty w zakopiańskiej sali "Sokoła" przy Rynku, a także w sali "Morskiego Oka", w sanatorium doktora Dłuskiego w Kościelisku, w Nowym Targu i Krakowie. Najżywiej jednak zaangażował się w działalność w Sekcji Ochrony Tatr.
21 marca 1912 roku z inicjatywy Mariusza Zaruskiego i pod jego przewodnictwem odbyło się w Szkole Przemysłu Drzewnego przy Krupówkach organizacyjne zebranie nowej sekcji Towarzystwa Tatrzańskiego, której celem byłby zapobieganie niszczeniu flory, fauny i krajobrazu tatrzańskiego, jak również przeciwdziałanie podejmowaniu nieuzasadnionych inwestycji na terenie Tatr. Przewodniczącym Sekcji Ochrony Tatr został profesor Jan Gwalbert Pawlikowski, właściciel pięknego witkiewiczowskiego "Domu pod Jedlami" na Kozińcu i nestor taternictwa. Do objęcia tej funkcji był on szczególnie predystynowany - w swoim czasie był jedynym, który przeciwstawił się projektom "cywilizowania" gór poprzez budowę hoteli, szos i kolejek. Ponadto w skład tymczasowego zarządu weszli geolog Mieczysław Limanowski jako wiceprzewodniczący, Mariusz Zaruski, Tadeusz Korniłowicz, Stefan Komornicki, Borys Wigilew, Władysław Raczyński, Gustaw Kaleński i Józef Diehl jako członkowie oraz Alfred Lityński i Władysław Skoczylas jako zastępcy.
W tymże roku, 10 sierpnia, w Dworcu Tatrzańskim odbył się burzliwy wiec w sprawie ochrony Tatr. Przewodniczył Zaruski, a wśród obecnych byli m.in. Andrzej Strug, Jerzy Żuławski, Władysław Orkan i Kazimierz Tetmajer. Referaty wygłosili J. G. Pawlikowski, A. Lityński i T. Korniłowicz. Dr Zygmunt Kramsztyk, okulista z Warszawy, zgłosił wówczas projekt rezolucji wzywającej Towarzystwo Tatrzańskie aby określiło sposoby na wykupienie Tatr na rzecz publiczną. Ostatecznie - po przyjęciu poprawki Pawlikowskiego uczestnicy wiecu zażądali aby TT przystąpiło do wykupna Tatr w odpowiedniej po temu chwili.
Główna jednak rezolucja protestowała przeciwko projektowi budowy kolejki na Świnicę. Walka z tym projektem była główną treścią działania Sekcji. Warto przyjrzeć się bliżej sprawie, która przez lat kilkanaście rozpalała namiętności turystów, naukowców, przemysłowców i zwolenników rozmaitych koncepcji rozwoju Zakopanego.
W czerwcu 1902 roku na wystawie politechnicznej we Lwowie inżynier cywilny Walerian Dzieślewski pokazał projekt kolei wąskotorowej Zakopane-Świnica. Opublikowany w lipcu w formie broszury, z Mickiewiczowskim mottem Tam sięgaj, gdzie wzrok nie sięga - zrobił furorę i zyskał entuzjastyczne poparcie niemal wszystkich zainteresowanych, nie wyłączając działaczy Towarzystwa Tatrzańskiego. Wstrzemięźliwie odnosił się do projektu Wydział Krajowy, czyli rząd Galicji, nie chcąc przyjmować na siebie żadnych zobowiązań finansowych. Deklaracji poparcia było w bród, znacznie wolniej jednak szło zawiązywanie towarzystwa udziałowego i wykupywanie akcji, które umożliwiałyby zgromadzenie niezbędnego kapitału. Koszty określał początkowo Dzieślewski na kwotę 2 milionów koron.
Okoliczności, w jakich ogłoszony został bezsensowny z punktu widzenia zarówno gospodarczego, jak i turystycznego czy przyrodniczego projekt, sprzyjały poważnym dyskusjom na tego rodzaju tematy. W Galicji, najsłabiej rozwiniętej przemysłowo ze wszystkich prowincji Austro-Węgier, chętnie przyjmowano wszelkie propozycje poprawy gospodarki. W środowisku turystycznym szeroko dyskutowano właśnie nad przyszłością taternictwa. Towarzystwo Tatrzańskie nadal za swe główne cele uważało udostępnienie i popularyzację gór.
Na wszystkich tych strunach usiłował grać Dzieślewski. Kolejka na Świnicę zaczynać miała swój bieg przy dworcu normalnej kolei. Dalej ulicami Jagiellońską i Chałubińskiego docierać miała do Kuźnic (spełniając na tym odcinku funkcję tramwaju), skąd - już jako kolej zębata - miała wchodzić w Dolinę Jaworzynki i obok dawnych kopalni pod Kopą Magury, między nią a Małą Kopą Królową, przedostawać się na Halę Gąsienicową, a następnie na Przełęcz Liliowe i południowymi stokami Skrajnej i Pośredniej Turni - na Świnicką Przełęcz, gdzie byłaby stacja końcowa. Długość linii wynosić miała ogółem 11 700 m.
Motywacje, w jakie zaopatrzony był projekt, były rozmaite. Mało kto początkowo zauważył, że wzajemnie się wykluczały... Najpierw więc kolejka miała umożliwić "turystyczne" poznanie Tatr wszystkim - w tym chorym, niedołężnym i niemowlętom. Ważniejsze wszakże były względy ekonomiczne. Tych Dzieślewski wynalazł aż trzy, nie licząc zysków, jakie mieliby akcjonariusze ze sprzedaży biletów. Głównym celem gospodarczym, którego osiągnięcie umożliwiłaby kolejka, byłaby eksploatacja kamieniołomu, jaki miał być uruchomiony na północnym stoku Świnicy, Potem mówiono też o drugim kamieniołomie - w rejonie Kasprowego Wierchu. Granitowy urobek miałaby zwozić do Zakopanego właśnie kolejka. Ten linowy transport umożliwiłby również, zdaniem Dzieślewskiego, ponowne uruchomienie zarzuconych z powodu nieopłacalności kopalni rudy żelaza w Kopie Magury, które dzięki Dzieślewskiemu stałyby się podobno znowu opłacalne. Kolejka wreszcie, zwożąc produkowane przez górali z Hali Gąsienicowej sery i mleko, przyczyniłaby się do wzrostu opłacalności hodowli w Tatrach. Na koniec postulował pomysłowy lwowianin, by na Hali Gąsienicowej stworzyć prawdziwą stację klimatyczną, z nowoczesnymi sanatoriami przeciwgruźliczymi, do których chorych, jak i zaopatrzenie dostarczano by jego kolejką.
To, że owe nowoczesne sanatoria mieściłyby się między dwoma kamieniołomami, góralskim pegeerem i torem kolejki, jakoś nikomu nie przeszkadzało. Kolejka miała mieć napęd elektryczny, tyle że w Zakopanem nie było jeszcze elektrowni (poza lokalnymi, wytwarzającymi energię dzięki lokomobilom lub kołom wodnym, na użytek zwykle jednego domu). Nikt też początkowo nie badał serio wartości użytkowych świnickich minerałów.
Szczęsna wizja Galicji zabrukowanej granitem tatrzańskim i podniesionej gospodarczo dzięki setkom ton oscypków jednała projektowi Dzieślewskiego tysiące zwolenników zarówno indywidualnych, jak i ciał zbiorowych - rady gminne licznych miejscowości uchwalały rezolucje popierające kolejkę i już wydawało się, że lokomotywa dziejów wnet powiezie wszystkich chętnych na tatrzańską grań - gdy po kilku latach agitacji okazało się, że kapitałów nadal brakuje, że właściciele terenów, przez które tor miał przebiegać - w Zakopanem głównie hrabia Zamoyski, w Tatrach współwłaściciele Hali Gąsienicowej oraz rodzina Uzańskich - niechętnie odnoszą się do projektu, zwłaszcza do tej jego części, która przewidywała oddanie terenów pod kolejkę za darmo, że wreszcie - co udowodnili naukowcy - granit ze Świnicy, jak również z Kasprowego Wierchu, ze względu na swą strukturę geologiczną zupełnie nie nadaje się dla przemysłu kamieniarskiego. Ktoś wreszcie zauważył nonsensowność projektu Gąsienicowego Sanatorium, ktoś inny dostrzegł, iż zimą eksploatacja naziemnej kolei ze względu na wielkie opady śniegu i konieczność odśnieżania toru będzie albo niemożliwa, albo nieopłacalna...
W 1912 roku do boju przeciw kolejce ruszyło Towarzystwo Tatrzańskie, a raczej jego ochroniarska awangarda, skupiana w Sekcji Przyrodniczej i Sekcji Ochrony Tatr. Ta ostatnia zwłaszcza, działająca nadal pod wodzą Jana Gwalberta Pawlikowskiego i Mariusza Zaruskiego, który w 1913 roku objął po Limanowskim tekę wiceprezesa - występowała przeciw kolejce szczególnie aktywnie. Wydawała naukowe i popularne broszury, ukazujące bezsens przyrodniczy, ekonomiczny i geologiczny projektu Dzieślewskiego, działacze jej publikowali w prasie liczne artykuły i wygłaszali odczyty, mobilizując społeczeństwo przeciw zabudowywaniu gór. Opinia publiczna, przedtem entuzjastycznie popierająca Dzieślewskiego, teraz gremialnie się odeń odwróciła.
Sekcja Ochrony zyskiwała coraz większą popularność. W 1913 roku w gronie jej członków zwyczajnych znajdowali się m.in. Rafał Malczewski, Stanisław Mierczyński, Jan Gwalbert Henryk i Michał Pawlikowscy, Bronisław Piłsudski, Eugeniusz Romer, Henryk Sienkiewicz z córką Jadwigą, Maria Skłodowska-Curie, Stefan Żeromski i Jerzy Żuławski. Kazimierz Przerwa-Tetmajer był członkiem wspierającym.
"Antykolejkowe" akcenty znalazły się także w obchodach jubileuszu 40-lecia Towarzystwa Tatrzańskiego, które odbywały się w Zakopanem od 3 do 10 sierpnia 1913 roku. Zaruski był duszą tych obchodów. 3 sierpnia przemawiał na jubileuszowym wiecu członków TT w Dworcu Tatrzańskim w imieniu TOPR i Sekcji Narciarskiej. W przerwie wiecu odbyła się uroczystość poświęcenia kamienia węgielnego pod nowy, murowany budynek Muzeum Tatrzańskiego, który usytuowano obok Dworca TT, na parceli należącej uprzednio do Towarzystwa, gdzie też muzeum znajduje się i dziś (Krupówki 10). Aktu poświęcenia dokonał twórca Orlej Perci ksiądz Walenty Gadowski, przemawiali przedstawiciele licznych zakopiańskich i krajowych instytucji, przemawiał też Zaruski, tym razem jako członek władz Krajowego Związku Turystycznego. Później, 7 sierpnia, Zaruski prowadził wieczór projekcyjny Sekcji Narciarskiej Tatry w zimie, uczestniczył też w wykładach innych sekcji.
Na zakończenie jubileuszowego Tygodnia Tatrzańskiego Zaruski zorganizował zbiorową wycieczkę do Morskiego Oka, którą kierował wespół czterema góralskimi przewodnikami. Wyprawie towarzyszyły dwie słynne "muzyki", czyli kapele góralskie - Bartusia Obrochty z synami i Franciszka Krzysia z Chrobakami. Na Hali Gąsienicowej grupa podzieliła się na cztery oddziały. Jeden, prowadzony przez Borysa Wigilewa, poszedł przez Świnicę. Zaruski poprowadził swój oddział przez Zawrat, trzeci, pod kierunkiem braci Aleksandra i Kazimierza Schielów - przez Kozi Wierch i wreszcie czwarty, z Alfredem Lityńskim na czele powędrował przez Krzyżne. Zeszli się w Dolinie Pięciu Stawów i, znów razem, poszli przez Świstówkę do Morskiego. Po wesołym wieczorze i noclegu w trzeszczącym w szwach schronisku (akurat 5 lat wcześniej oddanym do użytku) - odbył się nazajutrz obchód 11 rocznicy odzyskania Morskiego Oka. Rok wcześniej zainicjowane przez Stanisława Eljasza-Radzikowskiego obchody 10-lecia wygrania przez Polskę sporu o przynależność państwową Morskiego Oka przed międzynarodowym trybunałem rozjemczym w Grazu także prowadził Mariusz Zaruski, po południu tego samego dnia cała wycieczka, kierowana przez Zaruskiego i towarzyszącego mu Józefa Oppenheima szła przez Świstówkę i Pięć Stawów na Gładką Przełęcz, skąd przez Zawory i Liliowe, nocą, przy blasku pochodni zeszła na Halę Gąsienicową. Świtem, zmęczeni ale szczęśliwi, uczestnicy wycieczki zeszli do Zakopanego, gdzie oddali pod pomnikiem hołd pamięci wielkiego Polaka, Tytusa Chałubińskiego.
Pieszo, wesoło, bez żadnych wypadków, bez żadnych kolejek. Mało kto już wtedy wierzył w sukces idei Dzieślewskiego. Jednak dopiero w 1914 roku Wydział Krajowy wycofał swoje wcześniejsze poparcie i projekt kolejki na Świnicę ostatecznie runął. Naukowcy, przemysłowcy i działacze, odetchnąwszy z ulgą, wysunęli wówczas projekt budowy linii kolejowej do... Roztoki, z odgałęzieniem na Krzyżne, uzasadniony tym razem naukowo sprawdzoną przemysłową przydatnością granitu z Wołoszyna...
Inne działania ochroniarskie, w które żywo angażował się Mariusz Zaruski, toczyły się przed I wojną w Zakopanem w obronie Równi Krupowej. Ponieważ do dzisiejszego dnia sprawa stopniowego zabudowywania najpiękniejszej widokowo łąki, stanowiącej płuca coraz bardziej urbanizującego się uzdrowiska, budzi żywe dyskusje publiczne - warto przypomnieć jej początki.
Postulat wprowadzenia prawnej ochrony Równi i zakazu jej zabudowywania wysuwały już zakopiańskie pisma w XIX wieku. Stosowną uchwałę rady gminnej w tej sprawie przeprowadził wójt Andrzej Chramiec w dniu 1 października 1904 roku. Jednakże władze powiatowe zatwierdziły tę uchwałę dopiero 23 sierpnia 1911 roku. Także w 1904 roku Władysław Zamoyski przeznaczył należną mu od gminy tytułem zapłaty za ujęcie źródła i ułożenie wodociągu w Kuźnicach kwotę 4500 korom na osobny fundusz na urządzenie parku publicznego w Zakopanem. Rok później dr Chramiec przedłożył Radzie propozycję utworzenia parku w rejonie Równi Krupowej, jednakże właściciele leżących tam parcel nie wyrazili zgody.
Sprawa parku wracała na forum władz gminnych i uzdrowiskowych wielokrotnie. Wysuwano rozmaite propozycje - najczęściej powracały koncepcje utworzenia parku w rejonie Równi Krupowej, na Chrapkowskim Wierchu i w rejonie między dzisiejszą ulicą Grunwaldzką i Krupówkami. W 1911 roku Mariusz Zaruski, jako przedstawiciel wspólnej, gminno-klimatycznej komisji parkowej, proponował urządzenie parku na Równi Krupowej lub Chrapkowskim Wierchu, czyli w rejonie dzisiejszego Wilcznika.
Wydawało się, że nic, tylko tworzyć park na Równi - tymczasem 17 lutego 1912 roku zakopiańska Rada Gminna uchyliła własną uchwałę w sprawie ochrony Równi - posiadacze znajdujących się tam parcel protestowali, że przez ochroniarską uchwałę są finansowo stratni, gdyż wzbrania im ona stawiania pensjonatów, do czego powinni być równie uprawnieni jak właściciele innych gruntów. Nie pomogło ubolewanie pisma "Zakopane" i lwowskiego "Słowa Polskiego", w którym Józef Diehl pisał: Wystarczy wyjść na Boczań lub Gubałówkę i ujrzeć stamtąd brudno-żółty obłok dymu i zepsutego powietrza nad Zakopanem, aby ze zgrozą przekonać się, że uzdrowisko tatrzańskie będzie musiało upadać, jeżeli w środku nie będzie miało dzielnicy zalesionej i higienicznie zabudowanej.
Przeciwko uchwale Rady Gminnej zaprotestowały, inspirowane przez Zaruskiego, Krajowy Związek Turystyczny i Towarzystwo Tatrzańskie, a także Komisja Klimatyczna, nic to jednakże nie pomogło. Władze powiatowe, na czele których stał wówczas Andrzej Chramiec - w swoim czasie inicjator uchwały o ochronie Równi - czym prędzej zatwierdziły anulowanie tejże uchwały.
Sądzono już, że Równia Krupowa przepadła. Mariusz Zaruski wysunął wtedy projekt, nieświadomie powtarzając wcześniejszy pomysł asystenta i przyjaciela Tytusa Chałubińskiego, profesora Ignacego Baranowskiego - urządzenia zamiast parku ciągu ścieżek spacerowych na Równi, a także wśród okolicznych łąk i pól. Nie podjęto wówczas tej myśli i częściowo zrealizowano ją dopiero z końcem lat 70-tych. A sama Równia, "obgryzana" ze wszystkich krawędzi przez rozmaite "projekty rozwoju Zakopanego", broni się jeszcze, stanowiąc nadal położony między ulicami Nowotarską, Sienkiewicza, 3 Maja i Witkiewicza park krajobrazowy z najlepszym widokiem na Tatry Zakopiańskie. Nie można jej wróżyć jednak długiego żywota: choć nadal chroni ją podjęta już po II wojnie uchwała o ochronie przed zabudową i stworzeniu tam parku krajobrazowego, to jednak na rosnącej fali reprywatyzacyjnej spodziewać się należy, iż i tutaj prywata weźmie górę nad interesem publicznym, do niedawna reprezentowanym przez władze miejskie. Władze, które wybudowały sobie siedzibę nie gdzie indziej, tylko na chronionej przed zabudową Równi Krupowej...
Park miejski w Zakopanem wybudowano między ulicą Grunwaldzką a Krupówkami dopiero w 1925 roku pod kierunkiem radnego gminnego Jana Kowalskiego, skądinąd z zawodu krawca.
Na marginesie walki o Równię Krupową w środowisku osiadłych w Zakopanem przedstawicieli inteligencji - przeważnie członków Towarzystwa Tatrzańskiego - pojawił się projekt utworzenia organizacji, walczącej o racjonalny rozwój uzdrowiska i zachowanie jego stylowej odrębności, przy szczególnej dbałości o rozwój kulturalny Zakopanego. Jan Gwalbert Pawlikowski postulował wtedy przekształcenie Zakopanego w miasto-ogród i apelował o ogólną estetyzację miejscowości, przy zachowaniu jej niepowtarzalnego charakteru.
W sali "Sokoła", 6 października 1912 roku odbyło się pierwsze zebranie organizacyjne Sekcji Przyjaciół Zakopanego Towarzystwa Tatrzańskiego. Nowa organizacja wzorowała się na istniejącym w latach 1900-1904 Związku Przyjaciół Zakopanego. 13 października nadano ostateczny kształt statutowi Sekcji, której organizacja zajmowali się Wojciech Brzega, Zdzisław Czaplicki, Józef Diehl, Marian Heitzman, Władysław Orkan, Mariusz Zaruski i Józef Żychoń.
Zatwierdzenie statutu jednakże przeciągnęło się przez przeszło rok i ostatecznie dopiero 9 grudnia 1913 roku sekcja rozpoczęła działalność. W skład pierwszego zarządu weszli dr Zdzisław Czaplicki jako przewodniczący, Mariusz Zaruski - zastępca, dr Stefan Rudzki - skarbnik, Gustaw Kaleński - sekretarz, oraz Wojciech Brzega, Józef Diehl, Marian Heitzman, Medard Kozłowski i Leopold Winnicki (w przyszłości - dwaj kolejni burmistrzowie Zakopanego), Konrad Nikorowicz i Józef Żychoń. Z końcem tego samego roku Sekcja uruchomiła w "Morskim Oku" "Klub Towarzyski Przyjaciół Zakopanego", w zarządzie którego znaleźli się Czaplicki, Żychoń i Kozłowski.
Podstawową formą działalności Sekcji w 1914 roku stały się odczyty o Zakopanem, prowadzone przez architektów, przyrodników, lekarzy i ludzi sztuki. Przy SPZ powstało Koło Dramatyczne, w którym amatorzy podejmowali ambitne próby sceniczne, m.in. wystawiając 18 lipca 1914 roku fragmenty Róży Żeromskiego; sam autor osobiście uczestniczył w przygotowaniach prapremiery swego dramatu. Podobnie Jerzy Żuławski współdziałał w przygotowaniu spektaklu swojej Gry.
Wybuch I wojny światowej przerwał interesująco zapowiadającą się działalność Sekcji Przyjaciół Zakopanego, zaś po wojnie SPZ już się nie odrodziła.
Działalność Zaruskiego w Towarzystwie Tatrzańskim obejmowała również, by tak rzec, sferę podstawową - mianowicie od 1908 roku do końca swego pobytu w Zakopanem prowadził honorowo biuro Towarzystwa Tatrzańskiego w Dworcu Tatrzańskim. Jedynie w okresie sezonu letniego zastępował go etatowy pracownik.
Nic więc dziwnego, że złośliwi nazywali go ironicznie "organizacyjnym królem Tatr". W karnawale 1913/1914 na scenie "Morskiego Oka" wystawiano aż dwie szopki zakopiańskie. Autor jednej z nich - Stanisław Hirszel, przedstawił w niej Mariusza Zaruskiego jako Heroda - władcę Tatr:
Zaruski - kukiełkaZamiast brody - wąsik mierny,
bom ja Herod jest moderny:
miast zasiadać gdzieś na tronie
po tatrzańskich turniach gonię.
Jam jest Tatr gospodarz prawny -
ja taternik, narciarz sławny,
ja marynarz, pejzażysta,
ja poeta, nowelista;
mam talentów chyba trzysta!...
Krótko jednak wam wyłożę,
jak to się odrodzić może
lud potężny - zdrowy - zwarty,
przez alpinizm i przez narty.
Niech się słowo czynem stanie!
Ćwiczcie zatem, zakopianie!

Drugą szopkę, już o ogólniejszym charakterze, pokazali poeta i dziennikarz Feliks Gwiżdż, rzeźbiarz Stanisław Sobczak, malarz Alfred Terlecki i grafik Władysław Skoczylas. Przedsięwzięciu patronowało towarzystwo "Sztuka Podhalańska".
Bazar polskiByła to pierwsza na ziemiach polskich organizacja zrzeszająca plastyków, a jednym z jej głównych inicjatorów był oczywiście malarz - Mariusz Zaruski. Właśnie w kierowanym przezeń biurze Dworca Tatrzańskiego 2 marca 1909 roku odbyło się pierwsze zgromadzenie towarzystwa, powołanego w celu rozwoju sztuki podhalańskiej, szerzenia zamiłowania do niej i wprowadzania elementów podhalańskich do przemysłu artystycznego. Środkami prowadzącymi do tego celu miało być rozpowszechnienie zadań towarzystwa słowem i drukiem, urządzanie wystaw, organizowanie studiów artystycznych i technicznych, zbieranie okazów podhalańskiej sztuki ludowej, organizacja zbytu wyrobów podhalańskich. Towarzystwo miało korzystać z tradycji witkiewiczowskiego stylu zakopiańskiego, ale chciało dążyć do wytworzenia nowych motywów i koncepcji.
Pierwszym prezesem "Sztuki Podhalańskiej" został Jan Gwalbert Pawlikowski (skądinąd ekonomista i historyk literatury), jego zastępcą Władysław Skoczylas, a członkami pierwszego zarządu byli Wojciech Brzega, Kazimierz Brzozowski, Jan Dworski, Karol Kłosowski, Stanisław Rasiński, Józef Skotnica, Jan Skotnicki, Aleksander Szczygielski, Eugeniusz Wesołowski i Mariusz Zaruski.
W praktyce jednak, poza nazwą, towarzystwo niewiele miało wspólnego ze sztuką podhalańską. Wkrótce przekształciło się w stowarzyszenie plastyczne, którego główną formą działalności stały się urządzane co roku wystawy sztuki. Pierwsza odbyła się w willi "Jutrzenka" (dziś ul. Grunwaldzka 3, obecnie mieści się tam Młodzieżowe Centrum Kultury) od 20 grudnia 1909 roku do 26 stycznia 1910 r. Od lutego 1912 roku "Sztuka Podhalańska" i jej doroczne wystawy plastyczne znalazły pomieszczenie w wybudowanym rok wcześniej przez Władysława Zamoyskiego budynku "Bazaru Polskiego" przy Krupówkach, gdzie mieściły się też sklepy "Spółki Handlowej", a w przyszłości - zakopiański magistrat. Pomieszczenia na piętrze przeznaczone były na salę wystawową. Budynek ten, dziś na rogu Krupówek i ul. Weteranów Wojny (ul. Krupówki 41) użytkowany jest nadal zgodnie ze swym pierwotnym przeznaczeniem - co w Zakopanem jest rzadkością - na parterze mieszczą się "Delikatesy", na piętrze - galeria Biura Wystaw Artystycznych i biuro Związku Plastyków. Znalazła tam też siedziba nowego stowarzyszenia "Sztuka Podhalańska", reaktywowanego w okresie stanu wojennego po rozwiązaniu przez władze Związku Plastyków i trwającego do teraz.
O Zaruskim mówiono z przekąsem, że jest "najlepszym narciarzem wśród malarzy", choć zapewne nie odwrotnie. Jego superrealistyczne malarstwo nie mogło mieć wielu zwolenników w wysublimowanym artystycznie światku zakopiańskim. Miał, co prawda, w willi "Krywań" pracownię malarską, ale malował rzadko i rzadko też uczestniczył w wystawach. O ile wiadomo, pokazał swe prace tylko na jednej ważniejszej wystawie w Zakopanem, organizowanej w początkach 1909 roku staraniem towarzystwa "Pomoc Bratnia" i Biblioteki Publicznej w salach hotelu "Morskie Oko" przy Krupówkach. Poza Zaruskim wystawiali wtedy m.in. Teodor Axentowicz, Kazimierz Brzozowski, Wojciech Brzega, Zefir Ćwikliński, Stanisław Gałek, Julian Fałat, Tymon Niesiołowski, Jan Rembowski, Władysław Skoczylas, Leon Wyczółkowski i Stanisław Ignacy Witkiewicz.
Był także Mariusz Zaruski współtwórcą i działaczem zakopiańskiej Biblioteki Publicznej. Rodowód tej instytucji sięga 1899 roku, kiedy to z inicjatywy Dionizego Beka i Mariana Hawranka powstało stowarzyszenie "Czytelnia Zakopiańska", mające na celu integrację i pomoc w pracy miejscowej i przyjezdnej inteligencji poprzez gromadzenie i wypożyczanie książek i czasopism, organizację odczytów i wieczorów literackich, a także spotkań towarzyskich. Staraniem "Czytelni" i w jej salach w willi "Polanka" przy Krupówkach (dziś róg Zamoyskiego i Makuszyńskiego) odbyła się w 1901 roku pierwsza w Zakopanem wystawa malarska (Abrahama Neumanna). Kolejnymi prezesami Towarzystwa byli dr Marian Hawranek, wybitny historyk literatury Piotr Chmielowski i lekarz Marcin Wojczyński. W 1904 roku, głównie za sprawą Dionizego Beka i Stefana Żeromskiego przekształcono "Czytelnię" w Towarzystwo Biblioteki Publicznej, którego pierwszym prezesem został Żeromski. On też, by stworzyć Bibliotece podstawy ekonomiczne, organizował w "Polance" wieczorki literacko-muzyczne. Rozpoczęły się one w listopadzie 1904 roku. W pierwszej tego rodzaju imprezie wystąpił Mariusz Zaruski, odczytując fragmenty z Ksiąg narodu i pielgrzymstwa polskiego Mickiewicza. Michał Sokolnicki prezentował lirykę wieszcza, a w części muzycznej p. Protaszewicz grał utwory Chopina i Beethovena. Warto przypomnieć, że na jednym z takich wieczorków, 31 grudnia 1904 roku debiutował w Zakopanem jako pianista Karol Szymanowski.
W 1908 roku Mariusz Zaruski wybrany został do zarządu Towarzystwa Biblioteki Zakopiańskiej. Jego żona Izabela w zarządzie tym pełniła funkcje sekretarza, prezesem był Józef Żychoń.
Nowy zarząd doprowadził do przeniesienia w listopadzie tegoż roku siedziby Biblioteki z "Polanki" do domu Zamoyskiego przy Krupówkach, gdzie Towarzystwo otrzymało cztery pokoje i oszkloną werandę. Tam mieściła się Biblioteka aż do lutego 1914 roku, kiedy to przeniesiono ją do Dworca Tatrzańskiego.
W zarządzie Biblioteki działał Zaruski do 1912 roku, bowiem zaangażowanie w pracę różnych sekcji TT, przy wzroście obowiązków Naczelnika Straży TOPR-u, kazało mu się wycofać z tej sprawy.
Notabene jednym z dodatkowych zajęć w 1912 roku był kurs pożarniczy, który Zaruski odbył w Krakowie, a z jego ukończenia przedstawił "chlubne świadectwo" na posiedzeniu Komisji Klimatycznej. Posiadłszy nową gałąź wiedzy, na zlecenie Komisji Klimatycznej 1 czerwca 1912 r. dokonał lustracji urządzeń, sprzętów i organizacji zakopiańskiej Ochotniczej Straży Ogniowej oraz etatowego pogotowia przeciwpożarowego, utrzymywanego kosztem gminy. Ocena przygotowania i wyposażenia 55-osobowej straży i 5-osobowego pogotowia wypadła niezbyt pochlebnie, co zmusiło Zaruskiego do opracowania i opublikowania w czasopiśmie "Zakopane" Memoriału w sprawie zabezpieczenia uzdrowiska Zakopane przed pożarami. Warto wspomnieć, że poprzednio memoriał w tej samej sprawie złożył inny malarz-społecznik - Stanisław Witkiewicz.
W maju 1812 roku powstało w Zakopanem stowarzyszenie grupujące właścicieli pensjonatów - początkowo, krótko, noszące nazwę Towarzystwo Gospodnio-Szynkarskie, potem - Gremium Właścicieli Pensjonatów, Hoteli i Restauracyj w Zakopanem, z właścicielka hotelu "Stamary" Marią Budziszewską jako przewodniczącą i restauratorem Stanisławem Karpowiczem jako jej zastępcą. Działaczką Gremium była Izabela Zaruska. 23 października 1913 roku powołano przy gremium coś w rodzaju banku spółdzielczego - Spółkę Kredytową Właścicieli Pensjonatów, Hoteli i Restauracyj w Zakopanem. Jednym z jej dyrektorów został Mariusz Zaruski (obok Edwarda Kopetschnego, Franciszka Pawlicy i Stanisława Karpowicza).
W świadomości ogółu miłośników Zakopanego pozatatrzańskie działania społeczne Mariusza Zaruskiego lokują się - niesłusznie - na marginesie jego bogatego życia. Najpopularniejszy jego wizerunek, jawiący się w wyobraźni współczesnych, niewiele różni się od obrazu, jaki w satyrycznej powieści Zakopanoptikon przedstawił przyjaciel Zaruskiego - Andrzej Strug:
Kiedy wokoło zapalonej watry przed kościołem oddawano się hucznej radości i pito piątą już kolejkę za zdrowie kolegi Ebczyńskiego, zbliżył się do ognia z cicha i nieznacznie wysokiej i tęgiej postawy taternik, obwieszony linami, z workiem wyładowanym, ubrany od stóp do głów w nieprzemakalny garnitur z wielorybiego pęcherza. Był to nieustraszony taternik, odkrywca kilkunastu nowych dróg, ów, który zdobył Martwą Szczękę, pokonał Diabelski Gnat, a dla zawstydzenia kolegów zbyt przechwalających się Żabim Koniem, na tegoż Żabiego Konia wszedł, podtrzymując się tylko lewą ręką, a w prawej trzymając na łyżce jajko. Doniósłszy nienaruszone, na samym szczycie zjadł je wobec zgromadzonych świadków. Był to człowiek, którego nieobecności tylko przypisać należy pewną demoralizację i niezgodę, jaka zagościła w gronie taternickim. Był on jedynym, który narzucił swoją wolę żywiołom i nie dbając na uporczywe niepogody, na mgły, zimno, śnieg i lodowatkę, przed miesiącem poszedł był w góry i w ciągu czterech tygodni godnie pracował w ścianach Kończystej, niejednokrotnie nocując w kominach, spuszczając się po siklawkach [...] osnuwszy Kończystą jak pajęczyną siecią nowych dróg, których dokładną mapę skreśloną na pergaminie przyniósł ze sobą w nieprzemakalnym pugilaresie - kolega Gdysz stał za kołem ucztujących i wzdychał ciężko. [...] Nadbiegali coraz to inni taternicy usłyszawszy o przybyciu powszechnie czczonego kolegi Gdysza. Dzielny człowiek otoczony był zwartym tłumem, który domagał się na gwałt walki, obiecywał posłuszeństwo i dokonanie nadludzkich bohaterskich czynów.
Pod tym naciskiem ustąpił wreszcie prawy król taterników. Objął władzę i od razu przedzierzgnął się z kolegi w naczelnika.
- Bier się! Za pół godziny zbiórka przed Kościołem! Pełny rynsztunek wycieczkowy! Potnijcie liny! Czekanów używać w ostateczności! Uprzejmość dla kobiet! Bier się!

Spis treści   Dalej