Idee i polemiki


Działalność pisarska Mariusza Zaruskiego i jego spuścizna literacka jest bardzo rozległa, choć rozproszona w licznych czasopismach. Tematyce tatrzańskiej poświęcone są zaledwie cztery jego książki: Podręcznik narciarstwa według zasad alpejskiej szkoły jazdy na nartach, napisany w 1908 roku wspólnie z Henrykiem Bobkowskim, Przewodnik po terenach narciarskich Zakopanego i Tatr Polskich, wydany w 1913 roku po raz pierwszy, a w roku 1931 po raz drugi, Tatrzańskie Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe z 1922 roku i trzy wydania zbioru szkiców Na bezdrożach tatrzańskich (1923,1934,1958). Natomiast kilkanaście książek Zaruskiego dotyczy jego działalności morskiej, przy czym są to zarówno opracowania o charakterze instruktażowym, regulaminy służbowe i zasady żeglugi, jak i pozycje beletrystyczne. Dwie książki poświęcił zagadnieniom hippiki, zaś ciekawostką swojego rodzaju jest fakt, iż pierwszą pozycję o morzu opublikował Zaruski w Warszawie w 1904 roku, czyli w pierwszym roku pobytu w Zakopanem. Wydał także kilka zbiorów wierszy, ubierając w formę sonetów opisy swoich przeżyć i odczuć zarówno górskich, jak i morskich. Debiutował wyborem poezji Z Nadsona, wydanym w 1897 roku w Archangielsku polskim tłumaczeniem wierszy mało dziś znanego rosyjskiego poety Siemiona Nadsona.
Pisał dużo i lekko, barwnym - choć zgodnie z obyczajem epoki - nieco barokowym stylem. Jego felietony taternickie, publikowane w czasopiśmie "Zakopane" i w lwowskim "Słowie Polskim", w swych częściach publicystycznych omawiają podstawowe zagadnienia turystyki, sportów zimowych i ratownictwa górskiego, nie stroniąc od dowcipu czy lekkich złośliwości i zajmowania zdecydowanego stanowiska w sprawach nurtujących środowisko turystyczne. Opisy wycieczek taternickich i narciarskich, a także wypraw ratun kowych to barwne, emocjonujące reportaże, których lektura do dziś sprawia satysfakcję tak miłośnikom Tatr, jak i entuzjastom literatury przygodowej. Instruktażowe opisy wynalazków, sposoby wykonywania ewolucji narciarskich i saneczkarskich czy... urządzenia straży ogniowej dałyby - gdyby zechciano z nich skorzystać - niezbędną wiedzę wszystkim zainteresowanym.
Sporo miejsca w publicystyce Zaruskiego zajmuje prezentacja jego ideologii taternickiej i spory z jej przeciwnikami. Tych ostatnich nie brakowało - podobnie zresztą, jak i zwolenników.
System Zaruskiego był dość pełny, a jego sugestywne przedstawianie w licznych publikacjach i wystąpieniach - na forum organizacji turystycznych, w których działał - powodowało liczne polemiki i zacięte spory, by nie rzec - kłótnie. Ideologia Zaruskiego, jak zresztą każda inna, nie mogła zadowolić wszystkich W dodatku dość apodyktyczny sposób bycia i występów publicznych Zaruskiego i jego ideowa bezkompromisowość powodowały, że słuchacze i współtowarzysze czuli się gwałtem zaciągani pod jego chorągiew. Gdy podzielali poglądy mistrza - stawali się bliskimi współpracownikami i przyjaciółmi. Gdy chcieli polemizować i nie zgadzali się z nim - odsuwał się od nich, a oni sami zmieniali się w zaciętych przeciwników już nie tylko ideologii Zaruskiego, ale także jego samego. W tym stanie rzeczy, w drodze jakby naturalnej selekcji. Zarządy organizacji, którymi Zaruski kierował, składały się niemal wyłącznie z osób podzielających jego poglądy, co dawało przeciwnikom powód do oskarżania go o mafijność. Krytykowano też niemerytorycznie kierowane przezeń organizacje tylko dlatego, że stanowiły jakoby prywatne poletka Zaruskiego. Dotyczyło to szczególnie SN TT i TOPR-u. W tego typu krytykach, by nie rzec - napaściach, celował dawniejszy współtowarzysz wypraw, a później ideowy przeciwnik Zaruskiego i współtwórca konkurencyjnej organizacji narciarskiej - Karpackiego Towarzystwa Narciarzy - Roman Kordys.
Obecnie zazwyczaj przyczepia się Zaruskiemu etykietę panteisty twierdząc, jakoby przypisywał on boskie atrybuty przyrodzie i wzywał do oddawania jej czci. Zwykle jednak podstawę do takich osądów daje po prostu młodopolskie słownictwo, którym Zaruski, jako człowiek "starej daty" chętnie się posługiwał. Pełno w nim sformułowań o "świątyni Tatr", "westchnieniach prabytu", "granitowych bóstw", "ech z pomroki dziejów", "strzelistych turni tatrzańskich olbrzymów" i temu podobnych określeń.
Jaka więc była owa ideologia, która wywołała tyle sporów i przyczyniała Zaruskiemu tylu przeciwników? Bardzo prosta; sprowadzała się w zasadzie do następujących tez: ludzie, chodząc w Tatry, narażają się na niebezpieczeństwa w walce żywiołami przyrody. Pokonując te niebezpieczeństwa, kształtują swoje charaktery. Taternictwo ma ogromne znaczenie społeczne jako szkoła hartu i odwagi. W szkole tej kształtować się ma charakter narodu będącego w niewoli po to, by móc skutecznie się tej niewoli przeciwstawić.
Istotą zatem taternictwa - zdaniem Zaruskiego - jest walka z przeciwnościami i niebezpieczeństwami świata tatrzańskiego, w konkluzji ostatecznej - walka z samym sobą. I z tego powodu nie jest ono sportem. Albowiem treścią sportu jest wyścig, zdobycie rekordu, zwyciężenie drugiego człowieka. Tu zaś idzie o zdobycie turni i zwyciężenie samego siebie.
Kierunek sportowy w taternictwie wszakże istniał i z roku na rok coraz bardziej zamieniał Tatry jakby w boisko sportowe. Ze śmiercią Karłowicza umarł kierunek estetyczny w taternictwie, który w poszukiwaniu piękna widział główny cel wspinaczki. Coraz więcej pojawiało się szybkobiegaczy, co trafnie wykpił Zaruski:
- Ja szedłem na Zawrat godzinę i kwadrans.
- A ja godzinę i siedem minut.
- A ja siedem minut.
- A ja wcale nie szedłem.
I ten ostatni wziął rekord. W każdym razie nie ustąpił żadnemu z nich, bo tak samo jak oni nie widział Zawratu i nic o nim nie wie.

13 października 1909 roku poważnemu wypadkowi uległa dobra taterniczka - Helena Dłuska, córka dyrektora Sanatorium w Kościelisku i późniejszego prezesa Pogotowia. Wypadek miał miejsce podczas wspinaczki na... środkowym Kominie w Dolinie Strążyskiej. W wypadku tym, a raczej w podjęciu tego typu "wycieczki" widział Zaruski następstwo rozwoju sportowego kierunku w taternictwie. Kierunek ten [...] poniża majestat Tatr, czyniąc zeń nie cel wyzwolenia, lecz narzędzi. Tatry przestają być świątynią, w której tęsknota duszy za niezniszczalnym znajduje swój wyraz; moc bohaterska zwycięża małoduszną słabość, Ormuzd - Arymana - lecz miejscem popisu ludzi przed ludźmi, tak dobrym jak każde inne. W ten sposób Tatry schodzą do poziomu skałek w Mnikowie pod Krakowem, które mogą być trudne, trudniejsze, najtrudniejsze, ale zawsze pozostaną skałkami w Mnikowie.
Żałosne jest, według Zaruskiego, przenoszenie w majestatyczny świat tatrzańskich olbrzymów chęci zwycięstwa nad ludźmi - są to ambicje maluczkich, którzy powinni pozostać u stóp gór, razem ze swoimi małymi radościami i smutkami, zawiścią, cnotą i pychą, z małym złem i niewielkim dobrem.
Cóż - gdy dziś widzi się na tatrzańskich szlakach rajdowych biegaczy, których ambicją jest Jaknajwięcej, Jaknajkrócej, Jaknajliczniej i Jaknajbardziej bezceremonialnie, gdy szczyty i przełęcze stały się targowiskiem próżności, a popularne trasy są zwykłym miejscem treningowym dla lekkoatletów, bokserów i piłkarzy - słowa Zaruskiego brzmią nader aktualnie.
Słabszym nieco punktem ideologii Zaruskiego był postulowany społeczny charakter i rola taternictwa. Główni jego przeciwnicy ideowi, rzecznicy sportowego rozumienia istoty taternictwa tworzący tzw. Himalaya Klub (R. Kordys, Z. Klemensiewicz, J. Maślanka) słusznie poniekąd podkreślali, że społeczny charakter taternictwa jest iluzją, gdyż uprawiać je mogą tylko jednostki. Umasowienie taternictwa ani nawet jego popularniejszej formy - turystyki kwalifikowanej nie jest, ze społecznego także punktu widzenia, ani możliwe, ani pożądane. Pozostaje spełnianie społecznej misji taternictwa niejako per procura, za pośrednictwem wybitnych jednostek jakby reprezentujących społeczeństwo. Również społeczna, narodowa korzyść płynąca z uprawiania taternictwa jest iluzoryczna. Zygmunt Klemensiewicz pisał w 1912 roku w "Taterniku": Pozostają więc tylko korzyści pośrednie, które polegają na tym, że jednostki wzmacniane w taternictwie siły obracać będą na pożytek społeczeństwa. Rzecz ma się bowiem tutaj podobnie jak z robieniem pieniędzy. Niewątpliwie człowiek, gromadzący majątek jest jednostką społecznie zdrowszą niż taki, który go trwoni. Trudno jednakże twierdzić, jakoby groszoróbstwo było rodzajem pracy dla społeczeństwa. Z majątku bowiem odnosi korzyści bezpośrednio tylko posiadacz, społeczeństwo dopiero wtedy, gdy majątek ten zostanie obrócony na cele służące dobru publicznemu.
Ba! - niektórzy, bardziej złośliwi polemiści twierdzili (a poglądy takie powracają niekiedy i dziś), że taternictwo jest zajęciem wręcz aspołecznym, gdyż, po pierwsze, wymaga fachowej wiedzy i kosztownego sprzętu, a uprawiać je można tylko indywidualnie, i, po drugie - przez większe niż gdzie indziej ryzyko doprowadza do tego, że nieuniknione wypadki przedwcześnie usuwają ze społeczeństwa (i tym samym, z pracy dla niego) jednostki najbardziej utalentowane i przydatne. Jako przykłady wymienia się do dziś nazwiska Karłowicza, Bachledy, Szczuki, Świerza, Birkenmajera, Żuławskiego, Strumiłły...
Jak się wydaje, ideologia taternictwa Zaruskiego - podobnie zresztą jak jego teorie narciarskie - stanowi kompromis między estetyzmem tatrzańskim Karłowicza a czysto sportowym podejściem Himalaya Klubu. Podobnym kompromisem były apele Zaruskiego o propagowanie dobrze zorganizowanych zbiorowych wycieczek w Tatry, czemu zresztą także przeciwstawiali się dominujący w zarządzie Sekcji Turystycznej TT "himalaiści". Twierdzili oni, że Sekcja skupia wykwalifikowanych wspinaczy, jest klubem elity taternickiej, którego jedynym zadaniem jest wzajemna wymiana doświadczeń, nie zaś popularyzacja Tatr i taternictwa. Tu jednak musimy przyznać rację i docenić dalekowzroczność Zaruskiego, który dobrze wiedział, że nie da się powstrzymać zwiększającego się naporu turystów na Tatry. By więc chronić góry przed ludzkim wandalizmem, a ludzi przed zgubnymi skutkami nieznajomości Tatr, należałoby większym grupom zapewnić fachową opiekę i pomoc ze strony turystów bardziej doświadczonych. W efekcie organizacją takich wycieczek zajęli się działacze Towarzystwa Tatrzańskiego, przy większej lub mniejszej pomocy Sekcji Turystycznej. Prowadzili je Mariusz Zaruski, Mieczysław Karłowicz, Aleksander Znamięcki, bracia Schielowie i inni.
Spuścizna literacka Mariusza Zaruskiego i zawarte w niej idee, jak również jego działalność organizacyjna w dziedzinie turystyki i narciarstwa mają swe walory aktualne do dziś. Gdy annały taternictwa odnotują ostatnie wymyślone "problemy", polegające na przebyciu nowej drogi odległej o 48 centymetrów od drogi wcześniej istniejącej, przejściu w poprzek tam, gdzie dotychczas chodzone w skos, czy pokonaniu miejsc nie do przebycia normalnie przy pomocy sprzętu ślusarskiego, a sportowcy pójdą szukać rekordów gdzie indziej - wyślizgane od tysięcznych dotyków chwyty na grani Kościelców czy na Żółtej Igle staną się miejscem ćwiczeń młodych taterników, szukających w Tatrach tych samych przeżyć, które prowadziły tymi samymi drogami Zaruskiego, jego poprzedników i najlepszych z następców. Tych samych, a dla przeżywających zawsze nowych: dążenia do piękna, jakie poznaje się obcując z przyrodą, satysfakcji, jaką daje pokonanie - nie góry, gdyż ją pokonać może nie ludzka mrówka, tylko tysiącletnie działanie żywiołów - ale własnej słabości, wreszcie zadowolenia z poczucia wolności, jakie daje umiejętność swobodnego poruszania się w trudnym terenie. Idee Zaruskiego znajdą wówczas pełne zastosowanie i udowodnią, że bez większych zmian przetrwały dwie wojny światowe i dziesiątki różnych prądów w taternictwie.
Stworzona przezeń Sekcja Narciarska także oparła się dziejowym burzom. I choć funkcjonuje ona dziś pod nazwą SN PTT 1907 jako klub wybitnie sportowy - podkreślić należy, że nigdy nie wypierała się swego turystyczno-tatrzańskiego pochodzenia, czego dowodem fakt, że gdy w listopadzie 1981 roku podjęto działania na rzecz reaktywowania zakopiańskiego oddziału Polskiego Towarzystwa Tatrzańskiego - SN PTT dała mu pomieszczenie i przystąpiła doń jako członek zbiorowy, niejako wracając do źródeł. Równocześnie z "SN PTT 1907" wychodziły próby odnowienia turystyki narciarskiej - choćby w postaci narciarstwa biegowego czy śladowego.
Najtrwalszym niewątpliwie pomnikiem zakopiańskiej działalności Mariusza Zaruskiego stało się założone przezeń Tatrzańskie Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe. Łączyło ono bowiem wszystkie najbardziej istotne cechy swego twórcy: umiłowanie Tatr i stwarzanych przez nie okazji do stawania oko w oko ze śmiertelnym niebezpieczeństwem, dobrą organizację i wojskową dyscyplinę, konieczność wykazywania zdolności przywódczych i ogromną pasję społecznika. Pasja ta ożywiała wszystkie działania Zaruskiego i przejawiła się także w różnych dziedzinach życia Zakopanego.

Wstecz   Dalej