Maciej Pinkwart
Zakopiańskim szlakiem
Mariusza Zaruskiego
Zakopane 2000 - wydanie internetowe
Wobec wielu ludzi, działających w Zakopanem i Tatrach, używano
zwrotu "człowiek renesansowy", dla określenia
wszechstronnej różnorodności ich zainteresowań. Może to
wpływ miejscowego klimatu, przez lekarzy nazywanego
"bodźcowym", może oddziaływanie tego nieuchwytnego,
unoszącego się w podtatrzańskim powietrzu narkotycznego
pierwiastka przez Witkacego ochrzczonego zakopianiną powodują,
że osiadający pod Giewontem od lat 90-tych ubiegłego stulecia
ludzie sztuki i nauki rzadko kiedy poprzestawali na uprawianiu
jednego tylko zajęcia, z którym przybyli do Zakopanego.
Wszechstronna aktywność wielu zakopiańczyków z wyboru
niebezpiecznie zbliżała się do granicy, za którą zaczyna
się dyletantyzm. Przydawanie im renesansowych etykiet jest
często mocno nieszczerym komplementem.
Wszakże "człowiekiem Renesansu" bez najmniejszej
przesady nazwać możemy Mariusza Zaruskiego. Niewiele doprawdy
jest dziedzin, które ten pracowity człowiek pozostawił poza
sferą swoich zainteresowań i jeśli kiedyś przystąpi się do
monograficznego opracowania jego życia i dzieła - do pracy tej
z pewnością zasiądą przedstawiciele rozmaitych specjalności.
Na kilkakrotnie odbywanych już sympozjach poświęconych
Zaruskiemu historycy wojskowości - marynarze, kawalerzyści i
komandosi - pojawiali się obok brodatych działaczy harcerskich,
taternicy - obok narciarzy i politologów... W dyskusjach
wszakże okazywało się, że specjalistów dalej brakuje, a
rysująca się w kongresowych materiałach sylwetka Zaruskiego
nadal jest naszkicowana konturową tylko kreską.
Los dał mu życie długie i ciekawe, a historia - możność
prezentowania wszechstronnej aktywności w rozmaitych miejscach,
różnych okresach i zróżnicowanych środowiskach. Wykuwał
swoje dzieje walcząc z żywiołami - w stepie, na morzu i w
górach. Ocierał się o śmierć - z potrzeby Ojczyzny, dla
ratowania innych, dla własnego kaprysu w końcu. Patrzył jej w
oczy na ukraińskich stepach, na skandynawskich lodowcach i w
egzotycznych tropikach, wśród sztormowych fal na oceanach i w
śnieżnych zadymkach wysokich gór. W spotkaniach ze śmiercią
ładował akumulator życia, w walce z nią hartował duszę i
ciało - i uległ jej w końcu w zawierusze wojennej, w niezbyt
znanych okolicznościach, a jego ciała nie odnaleziono.
Nierzadki los bohaterów...
Ktoś napisał o nim, że był "rycerzem dwóch
żywiołów", majac na myśli jego działalność na morzu i
w górach. Mało, stanowczo za mało! Był, owszem, rycerzem
Ognia i Wody - w tym wszakże sensie, że łączył w sobie
niemożliwe, zdawałoby się, do pogodzenia sprzeczności. Był
człowiekiem kontrastu.
Ze stepów poszedł w morze. Z morza - w góry. Zesłany za
antyrosyjską konspirację - oficer rosyjskiej floty. Malarz
realista - młodopolski, panteistycznym słownictwem zdobiący
rzeczowe opisy wycieczek tatrzańskich. I twórca sonetów.
Tatrzańskich - i morskich. Legionista, walczący u boku
Piłsudskiego w bitwach Pierwszej Światowej - i przeciwnik
majowej rebelii Marszałka. Entuzjasta masowej taternickiej
edukacji polskiej młodzieży - i obrońca "ciszy i
majestatu gór. Przeciwnik boiskowego, zawodniczego narciarstwa -
i uczestnik narciarskich zawodów. Romantyczny eseista i twórca
systemów porozumiewania się w górach na odległość, tudzież
innych wynalazków, których praktyczna przydatność przez
niewiele osób poza nim była doceniana. Działacz lewicy i
adiutant generalny Prezydenta Rzeczypospolitej. Praktykujący
katolik, ale blisko związany z wolnomularstwem. Praktyczny,
niemal nudnie pedantyczny organizator - i uczestnik seansów
spirytystycznych.
Naturalnie, krytykowany. Bywał apodyktyczny, nierzadko
bezwzględny w ocenach i nieprzejednany w ostrości sądów.
Wymagał, zapewne, wiele - ale przede wszystkim od siebie. Z
przeciwnikami - a tych, podobnie jak entuzjastów, nigdy mu nie
brakowało - rozprawiał się zazwyczaj surowo, ale
sprawiedliwie, nigdy chyłkiem i podstępnie, zawsze stając
wobec nich twarzą w twarz. Jemu także nie okazywano względów
w polemikach: zarzucano mu dyletantyzm, manie wyższości,
kapralskie podejście nie tylko do podwładnych, ale także do
przyjaciół i znajomych. Nie bez racji...
Jak dokładnie z powyższego widać, a wynika to także z tytułu
- książka ta nie ma na celu prezentowania szczegółowej
biografii Zaruskiego, nie rości sobie również pretensji do
miana fachowej analizy całości dokonań, choćby tylko
taternickich i narciarskich. Starać się będzie jedynie
ukazać, w miarę możności i posiadanych materiałów,
wszechstronnie charakter związków Zaruskiego z Zakopanem,
Tatrami i Podhalem. Sporo miejsca zajmie omówienie zagadnień
taternickich i narciarskich - nie ujmie to jednak
"zakopiańskości" szlakom generała Zaruskiego, który
przez cały okres swej górskiej aktywności, nadto najbliższe
Zakopanemu okolice Tatr Polskich były przezeń najczęściej
"eksplorowane"; tu wreszcie miało i ma nadal swą
siedzibę Tatrzańskie Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe, którego
inicjatorem i organizatorem był Mariusz Zaruski.
W dalszej części przedstawiona zostanie działalność
społeczna Zaruskiego w Zakopanem - w rozmaitych sekcjach
Towarzystwa Tatrzańskiego, we władzach uzdrowiska i w różnych
organizacjach i instytucjach zakopiańskich. Zasygnalizowane
zostaną także podhalańskie aspekty działalności
polityczno-wojskowej Zaruskiego u progu II Rzeczypospolitej. W
drugiej części książki można będzie zapoznać się z
tekstami autorstwa Zaruskiego, publikowanymi na łamach
czasopisma "Zakopane". Na koniec - znajdą Czytelnicy
wykaz głównych wycieczek tatrzańskich Zaruskiego i jego
działań społecznych. Żądni pogłębienia wiedzy o innych
aspektach działalności Mariusza Zaruskiego zechcą sięgnąć
do dalszych lektur, których spis znajdzie się w zakończeniu
książki.
Pierwsze dwa wydania tej książki ukazały się pod tytułem Zakopiańskim
szlakiem Mariusza Zaruskiego nakładem Wydawnictwa PTTK
"Kraj" w latach 1983 i 1985 z inspiracji i przy pomocy
Witolda Henryka Paryskiego, któremu składam w tym miejscu
serdeczne podziękowania. Komplet roczników czasopisma
"Zakopane", z którego pochodzą wybrane felietony i
artykuły Zaruskiego, znajduje się w bibliotece Muzeum
Tatrzańskiego w Zakopanem. Jego Dyrekcji i Pracownikom dziękuje
za udostępnienie mi zbiorów.